Gdziekolwiek jesteś, o ile w ogóle jesteś.


parapapa. >> czwartek, 30 października 2008 20:46:35
Przeniosłam się - w końcu. Zapraszam na beggin.blog.pl -> kontynuacja tego bloga. Są tak wszystkie części tego, co pojawiło sie tutaj.

Zapewne po jakimś czasie ten blog zostanie usunięty.
komentarze [0]

Przepraszam i iformuje. >> piątek, 17 października 2008 14:45:00
Tak jak wyżej, przepraszam za tak długa nieobecność, ale było parę spraw, a potem kilka innych i wyszło jak wyszło. Notki przez dwa miesiące nie było. Nie martwcie się jednak. Notka będzie i jeżeli sprężę się w końcu w sobie to do końca tego tygodnia powinna się pojawić.
Leń ze mnie niesamowity, a gdy lenistwo mnie weźmie już całkowicie to nie ma przebacz i zero pracy, także rozumiecie ^^

Poza tym... myślałam nad zmianą portalu. Jak sami wiecie, mylog często nie działa, a we wakacje nie działał nawet przez kilka dni, co było strasznie wkurzające. Ja na szczęście posiadam anielską cierpliwość i nie tak bardzo mi to przeszkadzało, jednakże mylog przekracza już granice mojej wyrozumiałości. Zna ktoś jakiś dobry portal? Prosiłabym o jakieś propozycję.

No i następna sprawa. Założyłam nowego bloga, we wakacje. Jest taki... różnorodny, bo ani to yaoi, ani yuri ani kompletnie hetero. Wszystko w w jednym. Przeróżne paringi. Także zapraszam. Prowadzę go razem z Mizumi :) http://to-takie-klopotliwe.blog.onet.pl

Do usłyszenia, jak najszybciej mam nadzieje.
komentarze [0]

Wkrótce utonę w bezbarwnym jutrze. >> poniedziałek, 11 sierpnia 2008 02:00:07
Udało mi się dokończyć część czwartą. Nie mam nad czym się rozpisywac, więc tylko zapraszam na notkę.,

Część IV

Telefon nie dzwonił, więc miał wątpliwości czy powinien wychodzić. Z Sai’em umówił się pod domem Sakury, więc by być na czas, powinien zaraz wyjść. Nerwowo kręcił się po mieszkaniu, co chwila patrząc przez okno. Czas szybko płynął, a on nadal nie wiedział co robić. W końcu złapał kurtkę i wyszedł z mieszkania. Gdy wyszedł z klatki zauważył jak na parking pod blokiem wjeżdża czarne, dość eleganckie auto. Oparł się o ścianę i czekał, Az owy kierowca wysiądzie z samochodu. Nie zdziwił się, gdy zobaczył wysiadającego Uchihe, zdziwiło go jednak to, ze był w garniturze i prezentował się nieziemsko. Bawiąc się kluczami, uśmiechnął się do niego i czekał, aż podejdzie. Czarnowłosy zamknął auto, włożył ręce do kieszeni w spodniach i ruszył w stronę Uzumakiego.
-Mogłeś zadzwonić i powiedzieć, o której będzie.
-A ty mógłbyś się przywitać.
-No tak, przepraszam. Chodź za mną.
-Ok., prowadź.
Gdy blondyn otworzył drzwi, od razu spojrzał na zegarek wiszący na ścianie. Miał jeszcze 15 minut, a musiał jeszcze oprowadzić Uchihe. Pozostało mu tylko zrezygnowanie z wieczoru i powiadomić o tym przyjaciół.
-No wiec tak, tu na wprost jest twój pokój, te drzwi obok to mój pokój. Łazienka jest spora, tak samo salon i kuchnia. Jak chcesz to możesz iść się rozpakować. Masz może ochotę na coś do picia?
-Herbatę poproszę.
-Dobra, to ja zaraz zrobię, tylko zadzwonię do Sai’a.
-Niebieskooki usiadł na fotelu i wykręcił numer do przyjaciela. Wszystkiemu przysłuchiwał się Sasuke.
-Część Sai. Ja dzisiaj nie sam rady z wami wyjść. Mógłbyś przeprosić ode mnie Sakury i Yamato? Dobra. Dzięki, miłego wieczoru.
-Czyżbyś zrezygnował ze spotkania z przyjaciółmi z mojego powodu?
-Nie będę owijał w bawełnę, tak. Mieliśmy iść do klubu.. twojego klubu, ale takich okazji będzie jeszcze sporo, więc nic takiego się nie stało.
-Mogę was podwieźć. I tak niedługo muszę zjawić się w klubie, więc się ma problemu.
-Naprawdę?
-Tak.
-I dopiero teraz mi o tym mówisz?
-A pytałeś wcześniej?
-No nie, ale..
-Ale co? Zabierasz się?
-No pewnie, a herbata?
-Będzie jeszcze okazja. Ubieraj się i zamknij mieszkanie.
-Już, już. Zadzwonię jeszcze raz do Sai’a.

Czasami myślał, ze Naruto jest jak kobieta. Tak często zmieniał zdanie. Czekał na niego pod domem różowowłosej, wiedząc, że z niebieskookim będzie ktoś jeszcze. Sai nie wiedział, że Naruto ma już współlokatora. Jednak nie to było najgorsze, a to, że owym współlokatorem jest przystojniak, który najwyraźniej miał ochotę na tego uroczego blondyna. Na jego zegarku było już pięć po osiemnastej, gdy tuż przed nim stanął czarny samochód, a z niego wysiadł Uzumaki. Nie zauważył nikogo innego, więc poszedł za Uzumaki. Tymczasem Sasuke czekał w aucie, co długo nie trwało, bo Naruto otworzył drzwi z jego strony.
-Chodź, przedstawię cię.
-Jako kogo?
-No.. współlokatora, nie?
-Uzumaki pociągnął Uchihe za ramię i zaprowadził do grupki przyjaciół. Nie wiele myśląc jak to będzie wyglądać, położył rękę na jego ramieniu i lekko poklepał.
-Tak więc, to jest mój współlokator. Sasuke Uchiha. A to jest Yamato, Sakura, no i Sai.
Wszyscy uśmiechnęli się do niego i mimo woli, zaczęli rozmawiać. W pewnej chwili Naruto poczuł jak ręka czarnowłosego ląduje na jego plecach, tuż nad pupą i dopiero wtedy zorientował się, że wciąż go obejmuje. Szybko zabrał rękę z czarnookiego, a jego, uszczypnął. Sasuke nie stawiał się i zrozumiał, ze widocznie blondynowi się nie podoba. Nie czekając dłużej zaprosił wszystkich do samochodu i pojechali w stronę klubu.

Wieczór mijał im dość spokojnie. Miło było patrzeć na Sakurę i yamato, jak wręcz tryskają szczęściem, co stawało się zaraźliwe. Jedyne co niepokoiło Naruto, to wzrok Sai’a. Był jakby nieobecny. Blondyn nie wiedział, co tak długo zaprząta myśli czarnowłosego. Chłopak skorzystał z chwili, gdy zostali sami, gdyż para zakochanych poszła potańczyć na parkiecie. Przysunął się bliżej kolegi.
-Hej, Sai. Coś się stało?
-Nic ważnego.
-Dla mnie wszystko jest ważne, no mów.
-Nie podoba mi się to.
-Co?
-Nic mi nie powiedziałeś.
-Mógłbyś powiedzieć wprost?
-Po prostu nie wiedziałem, że Sasuke z tobą zamieszka.
-Wciąż nie rozumiem o co ci chodzi. Chyba mnie nie zje.
-Naruto, wciąż jesteś taki ufny.
-Ej, czy powinienem o czymś wiedzieć?!
-Nie wiem, ale uważaj na niego.
-A co jest niby z nim nie tak? –Uzumaki naprawdę się oburzył. Sai robił problem z niczego. A ogółem, Naruto, problemów nie lubił. Szczególnie, że chodziło teraz o jego nowego znajomego.
-Jeśli zbliżycie się do siebie, jestem pewny, że odsuniesz się od nas.
-Co ty za głupoty opowiadasz. Nigdy się od was nie odsunę. Jesteście moimi przyjaciółmi, nie mógłbym…
-Po prostu, uważaj, Naruto.
-E.. czemu się tak martwisz, nic mi nie będzie. –W upewnieniu, że mówi prawdę, poklepał przyjaciela po plecach. Gdy nie usłyszał odpowiedzi, odwrócił głowę w druga stronę, wzrokiem wyszukując Haruno i jej chłopaka.
-Bo cie kocham.
Cichy szept dotarł do uszu Uzmakiego. Był zaskoczony wyznaniem przyjaciela, ale sam nie wiedział, czy on chciał, by Naruto to usłyszał. W tym momencie, najlepszym wyjściem dla niego z tej sytuacji było udawanie, ze nie dosłyszał.
-Co mówiłeś? –Odwrócił głowę z powrotem w jego stronę i się uśmiechnął.
-Kocham cie.
Tym razem otwartość słów przyjaciela dotarła do niego z cała swoją siłą. Był pewien, ze tego nie powtórzy.
-Nie mów tak.. –uśmiech znikł z twarzy niebieskookiego. –takich słów nie rzuca się na wiatr.
-Powiedziałem prawdę.
Naruto zamknął oczy, próbując przeanalizować całą sytuacje i wyjść z niej jakoś obronną ręką. Jak na złość, nic dobrego nie przychodziło mu do głowy. Przeklną w duchu za swoją głupotę i już miał coś powiedzieć, gdy do stolika podszedł jeden z ochroniarzy.
-Przepraszam, ale pan Uzumaki ma iść ze mną. Pan Uchiha chce pana widzieć.
Naruto spojrzał ostatni raz w stronę Sai’a, który miał spuszczoną głowę, jakby na gest zrezygnowania. Poczuł się cholernie głupio. Dotknął jego ramienia, schylił się i wyszeptał do ucha, ze zaraz wróci. Czarnooki kiwnął głowa na znak, że rozumie i zanurzył usta w piwie.

Siedział wygodnie w wielkim fotelu ze szklanką whisky i czekał, aż przyjdzie Naruto. Po chwili wieki drzwi otworzyły się i pojawił się w nich ochroniarz, oznajmując przybycie Uzumakiego. Czarnowłosy tylko kiwnął ręka na znak, by ten wszedł. Chwilę później zobaczył blond czuprynę i te wielkie, niebieskie oczy.
-Co chciałeś?
-Napijesz się?
-Nie, dzięki. Więc?
-Długo jeszcze będziesz tutaj siedział ze znajomymi?
-Możliwe.
-Ja zaraz wracam, więc mógłbyś się ze mną zabrać.
-Zostanę, ale zostawię ci klucze. Dorobiłem już, co prawda dorobione zostały w domu, ale masz moje. –wyjął z kieszeni klucze i rzucił w stronę Uchihy. Odwrócił się z zamiarem wyjścia.
-Już idziesz? –spytał czarnooki, po czym wstał i skierował się w stronę blondyna.
-No to chyba wszystko co chciałeś, nie?
-No chyba nie.
-Zamieniam się w słuch.
Sasuke potknął policzka Uzumakiego i kciukiem gładził go. Potem przejechał nim na wargi chłopaka i powoli zbliżył swoja twarz do jego. Naruto czuł jego ciepły oddech na swoich wargach. Nie robił jednak nic, by zapobiec temu, co może się wydarzyć. Nie mógł ukryć tego, że bardzo tego chciał. Wprost w gorące wargi Uchihy wyszeptał
-Czy nie miałeś mi czegoś powiedzieć?
-Ja nie mówiłem nic o mówieniu, to ty to powiedziałeś. –Kończąc dotknął ustami wargi niebieskookiego. Delikatne muśnięcie spowodowały dreszcze, które przeszły przez cale ciało blondyna. Tak szybko jak się pojawiły, tak szybko zniknęły, bo ciepło, które tak pieściło jego usta, gdzieś zniknęło. Rozglądając się dookoła zauważył jak Uchiha kieruje się z powrotem na fotel. Lekko westchnął i wyszedł. Nie chciał teraz rozmawiać o tej sytuacji, lepiej będzie omówić to w domu. Zapewne wyznanie Sai’a tak na niego podziałało. Cała sytuacja wydawała się beznadziejna. Zapragnął jak najszybciej wrócić do domu, ale nie chciał wracać się do Uchihy po klucze. Wrócił na dół i usiadł na swoim poprzednim miejscu. Na szczęście przy stoliku siedzieli już Sakura i Yamato, więc nie będzie krępującej ciszy. Po godzinie kątem oka zauważył jak Sasuke wychodzi z klubu, więc i on będzie mógł niedługo wrócić do domu. Powiedział przyjaciołom, że sam wróci do domu, bo chce się przejść. Pożegnał się i wyszedł. Szedł powolnym krokiem, co rusz kopiąc jakiś kamyk. Co jakiś czas klną w duchu. I za jakie grzechy to wszystko? Wszedł do klatki i otworzył drzwi do mieszkania. Było cicho, nie było słychach grającego telewizora ani niczego, co wskazywałoby na czyjąś obecność. Zdjął buty i powiesił kurtkę. W salonie przeżył mały szok, gdy zobaczył czarnowłosego w samym ręczniku, jeszcze z mokrymi włosami, z których kropelki wody spływały po ciele. W tej chwili mógł podziwiać pięknie wyrzeźbione plecy kolegi. Przełknął głośne ślinę, gdy zauważył, ze Sasuke odwraca się w jego stronę. Czarna para oczy i niebieska spotkały się. Uzumaki spuścił wzrok, by przyjrzeć się klatce piersiowej Uchihy, która robiła naprawdę spore wrażenie. Spływające po niej kropelki wody potęgowały w blondynie uczucie podniecenia. Próbując ukryć swój stań, podrapał się z tylu głowy i rzekł
-Nie paraduj po mieszkaniu prawie nagi.
-Przeszkadza ci to?
-Po prostu.. a.. rób jak chcesz. –ominął go i wszedł do kuchni. –Robie herbaty, chcesz?
Zamiast jakiejkolwiek odpowiedzi usłyszał ciche kroki w jego stronę. Schylił się do szafki po herbatę i poczuł jak ramiona Sasuke oplatają go w pasie, a ciepły oddech drażni ucho.
-Chce...

~~~~~~~~~~~~~~

Następna notka najprawdopodobniej w niedziele (17.08) bądź w poniedzialek (19.08).
komentarze [3]

Raz jeszcze tą dłonią mogę namalować jutro, używając palców światła. >> sobota, 9 sierpnia 2008 01:09:22
Niestety, mało czasu na poinformowanie o nowych notkach, także postanowiłam, że będę pod każda notką pisała, kiedy będzie następna. Z góry przepraszam za utrudnienia i moje błędy. Oczywiście jasne jest, że nie zawsze uda mi się utrzymać termin, ale będę się starać.

Po drugie, cieszę się, że licznik wejść przekroczył już cztery tysiące. Dziękuje.

A teraz nie marudzę i zapraszam na notkę.

Część III

Słońce już od długiego czasu przyozdabiało niebo. Dopiero gdy jego promienie zaczęły muskać jego twarz, otworzył leniwie oczy. Przeciągnął się i cicho zamruczał. Przypominając sobie wczorajszą noc, delikatnie się uśmiechnął. Wstał i spojrzał na zegarek, było już po 12, więc szybko zebrał ubrania z podłogi i poszedł do łazienki. Wrzucił je do pralki i wykonał poranne, a raczej popołudniowe czynności. W lodówce znalazł jogurt, który postanowił skonsumować. Na telefonie mrugała czerwona lampeczka, która oznaczała wiadomość. Naruto przycisnął mały, zielony klawisz. Z głośnika wydobył się męski głos, który, jak stwierdził blondyn, był naprawdę seksowny. Im dłużej mu się przysłuchiwał, tym bardziej czuł, że go zna. Dopiero gdy ciągły sygnał oznaczający koniec wiadomości go ocucił, zdał sobie sprawę, co się stało. Ze stołu wziął notes i długopis i jeszcze raz odsłuchał wiadomość.
-Dzień dobry. Ja w sprawie wynajmu pokoju. Mam nadzieje, że nie obudziłem. Jeśli oferta jest jeszcze ważna, prosiłbym o kontakt ze mną pod numerem 742-53-59. A.. zapomniałbym się przedstawić. Nazywam się..
-Wiadomość została skasowana. Nie masz żadnych nowych wiadomości.
Uzumaki wiedział już z kim ma do czynienia. Nie wiedział jednak, czy powinien do niego zadzwonić. Pamiętał jego wczorajsze słowa. Naruto obawiał się, że ten może tylko zabawić się jego kosztem. Z drugiej strony zawsze można zaryzykować. Możliwe, że naprawdę wpadli sobie w oko, co bardzo ucieszyłoby blondyna. Podniósł słuchawkę i wykręcił numer do Uchihy.
-Sasuke Uchiha. O co chodzi?
-Ja w sprawie pańskiego telefony o wynajęcie dla pana pokoju.
-Jak pan? Mów mi po imieniu, Sasuke jestem.
-Tak więc, Sasuke. Zastanawiam się czy to przypadek, czy to ty próbujesz kierować losem?
-To znaczy? Nie za bardzo rozumiem. Poza tym kultura każe się przedstawić.
-To nie wiesz kim jestem?
-No wiesz, nie za bardzo, ale po głosie sądzę, że mężczyzną.
-Na-Naruto Uzumaki..
-Uzumaki? Ten Uzumaki, który śpiewał w konkursie karaoke?
-No.. tak.
-Zobacz co za zbieg okoliczności. Przez telefon masz całkiem inny głoś.
-Możliwe.
-Dobrze, a teraz przepraszam, muszę już kończyć. Podaj swój adres
-Yamamoto 6/3
-Może jeszcze dzisiaj się wprowadzę. Do zobaczenia.
-Dzi-dzisiaj?!
Odpowiedzi jednak nie uzyskał. Rozmowa skończona. Naruto wciąż nie wierzył w ten dziwny przypadek. Obiecał sobie jednak, że prędzej czy później się tego dowie. Jak na razie był bardzo podekscytowany tym faktem, więc musiał się z kimś podzielić tą wiadomością. Padło na Sakurę. Ubrał się i wyszedł z mieszkania.

Tymczasem Uchiha był z siebie zadowolony. Od momentu, gdy po raz pierwszy ujrzał Naruto, postanowił, że mu nie odpuści. W końcu nie obawiał się odtrącenia, był i zawsze będzie pewny siebie. Mogłoby się jednak to wydawać dziwne, że zdecydował się zamieszkać z Uzumaki, ponieważ słyną z tego, iż był niezłym flirciarzem i śmiało można było powiedzieć, że miał kogo chciał, dziewczynę czy chłopaka – obojętnie, byle ta osoba go pociągała. Po drugie nie słyną za bycie stałym w uczuciach. Często zmieniał partnerów. Nigdy nie kupował domu, tylko spał w luksusowych hotelach. Twierdził, że nie ma sensu kupno mieszkania, bo zbyt często podróżuje, jednak dręczyło go przeczucie, ze zabawi tu trochę dłużej niż powinien, bynajmniej z powodu blondyna. Miał już wszystko zaplanowanie. Dobrze wiedział, że Uzumaki szuka współlokatora. Wystarczyło wysłać kilku ludzi by poszperali tu i ówdzie. Ten błękitnooki chłopak wydawał mu się zupełnie inny, może właśnie to go intrygowało i kazało poznać bliżej tego człowieka. Miał nadzieje, że Naruto nie będzie miał na niego zbytnio wpływu, ale wiedział, że za to on będzie miał spory wpływ na tego blondyna. Siedziałby tak jeszcze długo ze szklanką whisky w ręku, gdyby nie kolejny telefon.
-Uchiha z tej strony.
-Dzień dobry. Przepraszam, że przeszkadzam, ale ma pan za godzinę spotkanie w klubie. Wie pan, podpisywanie umówi itd.
-Tak, tak. Dziękuje za przypomnienie.
-Taka moja praca,
-I za to ci płace. A.. i jeszcze jedno. Każ chłopakom przyjść do mnie do hotelu wieczorem. Wezmą moje rzeczy, zostawię je w recepcji i niech zapakują do mojego auta.
-Dobrze. To wszystko?
-Tak.
Dopił whisky i zszedł na dół do restauracji na obiad. Po drodze zastanawiał się, czy błękitnooki będzie dzisiaj w klubie, w końcu nie ma zamiaru stać przed zamkniętymi drzwiami. Jednakże, powinien czekać, skoro Sasuke jasno powiedział, że być może wprowadzi się dzisiaj.

Naruto stał właśnie pod drzwiami różowowłosej. Nacisnął dzwonek i zrobił krok w tył. Drzwi otworzyła mu zielonooka, której włosy lepiły się do twarzy, a wzrok był trochę jakby nieobecny.
-N-Naruto? A co ty tutaj robisz?
-Wpadłem w odwiedziny. Zaskoczona?
-Nie-e, ale jestem trochę zajęta.
-Ok., zajmę ci tylko chwilkę.
-Dobrze.. chodźmy może do.. no.. kuchni.
-W porządku. Dopiero wstałaś.
-Ale, że co/
-No nie chce ci zwracać uwagi, ale jesteś w samej koszulce… męskiej koszulce.
-A o to ci chodzi.. to nie to co myślisz! Ja po prostu trenuje, lubię czasem porządnie poboksować.
-Widzę, że worek treningowy, który kupiliśmy z chłopakami się przydaje.
-No tak.
-Sakura! Kto to był?
Haruno zamknęła oczy, klnąc w myślach, a Naruto wyszedł na korytarz, by oczy zobaczyły to, co uszy słyszały. Między cała trójką stworzyło się małe napięcie, a że Uzumaki nie lubił takich sytuacji, postanowił to przerwać, wiedząc, ze tamci czują się dość skrępowani.
-O.. chyba razem trenowaliście. Trzeba było od razu mówić, ze jesteście zajęci.
-Naruto, to nie tak jak myślisz. –Chłopak jakby na potwierdzenie swoich słów przetarł dłonią czoło.
-Tak, chyba już to przed chwilą słyszałem z ust Sakury, Yamato. No i na pewno to nie to co myślę, pomijając fakt, że ty jesteś w samych bokserkach, a ona twojej koszulce. Cóż.. nieważne, ale chyba dobrze się bawiliście. No, a ja chciałem tylko powiedzieć, że mam już współlokatora. Możliwe, że wprowadzi się dzisiaj.
-Współlokator? Więc to chłopak. –Sakura szybko wyciągnęła odpowiednie wnioski z podanej przez blondyna informacji.
-Jak zwykle jesteś spostrzegawcza, nawet po przerwanym seksie. –Uzumaki uśmiechnął się szeroko.
-Daruj sobie. Widziałeś już się z nim?
-No tak.
-I jak? Przystojny?
-Ty twierdziłaś, że tak.
-Znam go?
-No tak.
-Wiesz, że nie lubię zgadywać. Mów kto to.
-Dobra, ale lepiej usiądź. –Powiedziawszy to, położył dłonie na ramionach Sakury, lekko przyciskając, by ta usiadła na krześle. –I nie wstawaj. Tak więc… moim współlokatorem będzie Sasuke Uchiha.
-Czekaj, czekaj. –Nadal czując dłonie Naruto na swoich ramionach, wstała. –Ten nowy właściciel klubu?
-Tak, dokładnie on.
-Żartujesz.
-Nie, a teraz nie przeszkadzam. Bawcie się dobrze. –puścił Sakurę i wyszedł z mieszkania, nie żegnając się.
-I tak po prostu poszedł?
-Sakura, a co miał zrobić?
-No, nie wiem.. myślisz, że to mądre z jego strony?
-Ale co takiego?
-No, że ten cały Uchiha z nim zamieszka.
-To jego decyzja, nie jesteś jego matką.
-Ale traktuje go jak brata, martwię się o niego.
-Nie masz o co się już martwić? Nic mu się nie stanie, przecież ten koleś chyba nie jest jakimś sadystą.
-Nigdy nie wiadomo.
-Przesadzasz Sakura. Chodź, pójdziemy się wykąpać, odprężysz się. –złapał zielonooką za rękę i pociągnął za sobą.
-Jesteś kochany, Yamato.
-Wiem, każda mi to mówi.
-Co takiego?
-Żartowałem.
-Nigdy. Więcej. Takich. Żartów.
-Tak, zrozumiałem.
Zanim doszli do łazienki, usłyszeli jak otwierając się drzwi. Ujrzeli blondyna, która uśmiechał się od ucha do ucha.
-Wpadnę po was z Sai’em o 19. Do zobaczenia!.
Zadowolony Uzumaki szedł przez miasto nucąc pod nosem piosenkę, która wczorajszego wieczoru śpiewał w klubie. W głębi duszy dziękował Sakurze, że zapisała go na ten konkurs, bo może dzięki temu pozna osobę, która okaże się dla niego naprawdę ważna i, z która mógłby spędzić resztę życia. Wiedział, że to odległe plany, ale lubił marzyć. Pozostało mu jeszcze trochę oprzątnąć w domu, nie zdążył jeszcze pochować wszystkich rzeczy, a na podłodze leżą kartonowe pudła. Nie pozwalało mu to na godne przyjęcie gościa, a nie ukrywając, chciał zrobić jak najlepsze wrażenie na czarnowłosym. Co prawda, pewnie po pierwszym dniu wyjdzie na jaw to, że niebieskooki jest strasznym bałaganiarzem, ale nie zamierzał się z tym ukrywać. W końcu Sasuke musiał wiedzieć, z kim przyjdzie mu mieszkać.

~~~~~~~~~~~~

Następna notka już w poniedziałek (11.08). Jeśli uda mi się dokończyć czwarty rozdział, będzie dalsza cześć opowiadania, jeśli nie, dam oneshota, którego napisałam będąc w Szwecji.
Do poniedziałku! :)

komentarze [3]

po długiej przerwie.... >> środa, 30 lipica 2008 00:17:58
Na początku chciałam przeprosić za moje błędy w części pierwszej, ale! Właśnie.. ale mam wytłumaczenie. Po prostu śpieszyłam się, bo miałam mało czasu, wiec dosyć szybko przepisywałam to na worda i nie zdążyłam sprawdzić. Także, za wszelkie niedogodności bardzo przepraszam, na przyszłość również.
Po za tym, na razie nie powiadamiam o notce.. zrobię to zapewne jak się wyśpię, także nie gniewajcie się:)
No i.. notka dla tych ukochanych.. a te osoby już wiedzą o kogo chodzi :)

Część II

Czerwona bluzka i jasne, długie jeansy. Można by powiedzieć, że nic nadzwyczajnego, ale Sakura wyglądała naprawdę ładnie. Naruto był pewien, że gdyby był hetero, startowałby do różowowłosej. Szybko zawołała chłopaków i poszli w stronę klubu. Gdy weszli do środka, zajęli swoje ulubione miejsce. Szybko zamówili po szklance piwa i zaczęli rozmawiać o nowym mieszkaniu Uzumakiego.
-No to kiedy parapetówa?
-Parapetówa?
-Jesteś papugą, Sai?
-Po prostu pierwsze słyszę o czymś takim. Co to jest, Yamato?
-Sakura ci to wytłumaczy.
-Ja?
-Sakura, mogłabyś?
-No dobra.
Westchnęła ze zrezygnowaniem i zaczęła powoli tłumaczyć czarnowłosemu czym takim jest parapetówa. Blondyn od samego początku z ciekawością i lekkim rozbawieniem na twarzy przyglądał się znajomym. Mimo, iż był zapytany, nie zdążył odpowiedzieć, ale zastanawiał się nad tym pomysłem. Wcześniej o tym zapomniał, w dodatku dochodzi kwestia współlokatora. Naruto nie wiedział czy owy osobnik nie będzie miał nic przeciwko, o ile ktoś będzie chętny. Nie myśląc już nad tym dłużej przerwał konwersacje przyjaciół.
-Dałem ogłoszenie do internetu.
W jednej chwili Sakura przerwała swoją mowę i skierowała swoje zielone oczy na blondyna. Po chwili dołączyła do nich para brązowych i czarnych oczu.
-Jakie ogłoszenie?
-Chyba nie matrymonialne? Ja jestem pod ręką.
-He… na razie ci podziękuje Sai, ale jak coś to będę pamiętał. A chodzi o ogłoszenie dotyczące wynajmu mieszkania. Wiecie, mam jeden wolny pokój, a wiem, że wy nie szukacie.
-No, no. Ciekawe kto ci się trafi.
-O ile w ogóle ktoś się trafi, Yamato.
Muzyka ucichła. Kilka osób weszło na scenę. Wysoki, przystojny mężczyzna o czarnych włosach i oczach o takim samym kolorze wziął do ręki mikrofon.
-Witam państwa. Jestem nowym właścicielem tego lokalu. Nazywam się Sasuke Uchiha i mam nadzieje, że będziecie się tu dobrze bawić. Teraz jednak, a dokładnie za.. 15 minut zapraszam na konkurs karaoke. Życzę udanej zabawy.
Po Sali rozległy się brawa, a w uszach znów zabrzmiała muzyka.
-Nie sądzicie, że jest przystojny? Ma taka nietypowa urodę. Pewnie wokół niego biegają jego fanki.
-Sakura, nie zapominaj o fanach.
-Czyżby ci się podobał, Naruto?
-Jakby się tak dłużej nad tym zastanowić, to nie jest najgorszy.
-Czekaj, czekaj. Naruto, przecież ty kochasz śpiewać! Zapisujesz się?
-Właśnie, najbardziej w twoim wykonaniu podoba mi się ta piosenka Diggy.
-Sakura i Sai mają rację, powinieneś spróbować.
-Sakura, gdzie się wybierasz?
-Ja? No… do łazienki. Naruto, uspokój się
-Dobra chłopaki, jeszcze jedno piwko?
-Ja na razie nie chce, Yamato.
-Ale ja z chęcią.
-Dobra, czyli dla mnie i dla Sai’a. Zaraz wracam.
-Naruto?
-O co chodzi?
-Może pokazałbyś mi swoje mieszkanie. Powiedzmy… dzisiaj?
-Coś sugerujesz?
-Nie, no co ty, tak po prostu chciałem zobaczyć jak się urządziłeś.
-A nie, nie. To dopiero zobaczysz na imprezie.
-Gdybyś jednak zmienił zdanie to...
-Tak wiem, wiem, ale nie chciałbym zmieniać tego co jest między nami. Nasza przyjaźń jest wyjątkowa, a szkoda byłoby to niszczyć , gdyby nam nie wyszło... no i jakoś nie jestem gotowy na związek… jak na razie.
-Dobra, rozumiem.
-Naruto, szykuje się. Zaraz wchodzisz na scenę.
-Co?
-Zapisałam się na ten konkurs karaoke.
-Sakura.. mogłabyś powtórzyć?
-Naruto, przecież nie ogłuchłeś. O, Yamato, a ty poszedłeś po zapasy , no, no.
-Yyy.. zmieniłem zdanie. Jednak poproszę to piwo dla mnie.
-Nie ma czau Naruto, zaraz twój występ.
-Ale Sakura, nie ciągnij mnie, ja naprawdę nie mam ochoty.
-Masz, masz, ale nie zdajesz sobie z tego sprawy.
-Panie i panowie. Zapraszam na konkurs karaokę. Jako pierwszy wystąpi… Naruto Uzumaki. Zapraszamy na scenę.
Światła zostały skierowane tylko na scenę, na której stał chłopak z widocznym zakłopotaniem na twarzy. Chwilę później zabrzmiała spokojna muzyka, a blondyn zaczął śpiewać.
„..Until I had your love, my world was cold…”
Wyśpiewując ten fragment odruchowo spojrzał wyżej, w szybę jakiegoś pomieszczenia, gdzie było zapalone światło. Ujrzał tylko czyjąś twarz wpatrującą się w niego i czarne, jak mu się zdawało, włosy. Widząc z jaką zaciekłością ten człowiek wpatruje się w niego, uśmiechnął się lekko, a z każdą kolejną chwilą czuł się coraz lepiej na scenie. Gdy skończył po sali rozniosły się głośne brawa, a na scenę zaproszona została kolejna osoba. Usiadł przy stoliku i wziął łyk piwa.
-Nigdy więcej nie rób mi czegoś takiego Sakura… i wy też.
-Nie marudź, całkiem nieźle ci poszło.
-Powiedzmy.
Cała czwórka nie słuchała już dalszych występów. Siedzieli i żartowali sobie. Niebieskooki postanowił powrócić do tematu parapetówy.
-Może moglibyście wpaść do mnie pojutrze? Ale wiecie.. to będzie taka kameralna impreza, tylko nasza czwórka. Co wy na to?
-Myślę, że to dobry pomysł,. Sai, Yamato?
-Nam też pasuje.

-A teraz zapraszam na ogłoszenie zwycięzców. Tak więc, trzecie miejsce Moshito Tsubaki. Gratulujemy i zapraszamy na scenę. Drugie miejsce Naruto Uzumaki, brawa. Teraz pierwsze miejsce, a zajęła je… Aruki Darugawa. Nagrody wręczy sam właściciel klubu. Jeszcze raz gratulujemy.
Kiedy blondyn odbierał nagrodę, a Sasuke uścisnął jego dłoń, spojrzeli sobie w oczy i mimo, iż było to tylko kilka sekund, to Uzumakiemu wydawało się to trwać o wiele dłużej. Przyjemny dreszcz przeszedł jego ciało, gdy poczuł dotyk czarnowłosego. Gdyby nie to, że jest tu mnóstwo ludzi, nie puściłby jego ręki i tonąłby w czerni tych oczu. Jednak chwilę później te same oczy gdzieś uciekły i patrzyły na osobę obok. Naruto podążał wzrokiem za sylwetką Uchihy, dopóki ten nie zniknął za jego plecami. Nie zdążył jeszcze zamknąć oczu, a poczuł jego rękę na swoich plecach.
-Mam nadzieje, że jeszcze się spotkamy.
Zanim jednak niebieskooki się obrócił, Sasuke już tam nie było. Czyżby wpadł mu w oko? Nie mógł za wiele o nim powiedzieć. Wydawał się taki tajemniczy i właśnie chyba to powodowało, iż blondyn chciał go bliżej poznać. Jak widać ze wzajemnością. Wrócił do znajomych, którzy czekali przy wyjściu.
-Nie chce nic od ciebie wymuszać Naruto, ale wyraźnie było widać, ze coś ci mówił.
-Ale, że kto?
-No ten cały właściciel. W dodatku zaraz po tym miałeś banana na twarzy.
-Banana?
-Przestałbyś się ciągle pytać, może być odpowiedział.
-Ależ Sakura, on mi po prostu pogratulował.
-Mógł to zrobić przy rozdawaniu nagród.
-Może zapomniał, he…
-Naruto, nie umiesz kłamać.
-Sakura, to nic takiego, w dodatku chłopaków to na pewno nie interesuje.
-Sakura, jeżeli on nie chce to niech nie mówi.
-Yamato ma rację… jak zwykle. Poza tym to nie ma za wiele do myślenia. To jasne, że ten Uchiha chce poznać bliżej naszego blondyna. No i Naruto tez na niego leci.
-Nie zaprzeczam, jest całkiem niezły, a teraz wybaczcie, ja lecę. Pa!
-No to na razie.
-Sakura, myślisz, że jak bym trochę zapuścił włosy to Naruto zobaczyłby we mnie kogoś więcej niż przyjaciela?
-Idiota.
-No co?
-Naruto lubi się takiego jakim jesteś.
-Dobra, dobra. Tylko proszę nie zaczynaj swojego referatu, bo usnę na chodniku, zamiast w ciepłym łóżeczku.
-Sai! Zabiję się!
-To ja lecę do domu! Do zobaczenia.
-Czekaj no to Sai! Ja ci wyprawie!
-Daj spokój, Sakura. On tak zawsze. Odprowadzę cię.
-Dzięki.



komentarze [5]

The sound >> niedziela, 29 czerwca 2008 17:38:28
Uwaga! Uwaga!
Wyjeżdżam na miesiąc.. na około miesiąc. Możliwe, że wrócę pod koniec lipca, a może na początku sierpnia. W każdym bądź razie dostępu do internetu nie będę miała, więc nowych notek nie będzie. Oczywiście nie będe przerywała pisania, bo daje zaraz nową część opowiadania, na kolejną będziecie musieli zaczekać xD Mam nadzieje, że wrócę z potężnym arsenałem ^^
Nie zdążę powiadomić wszystkich, więc przepraszam. Po komentuje wasze blogi jak wrócę.
No a teraz zapraszam na pierwszą cześć opowiadania. Nie jest jakaś długa, ale zawsze coś :D

„The sound”

Dźwięk przekręcającego się zamka zakłócił panująca tam cisze. Duże, białe drzwi otworzyły się tylko po to, by po chwili kopnięte na powrót się zamknęły. Dwie duże torby upadły na podłogę. Można było zauważyć unoszący się kurz. Mały korytarz prowadził do sporego salonu. Było tu wszystko. Zaczynając od białych ścian, beżowej kanapy i fotelu w tym samym kolorze, wielki stół, krzesła, ogromny plazmowy telewizor, białe zasłony, kończąc na gryzącej się z tym wszystkim ciemnej podłodze, wyłożonej panelami. Kuchnia kolorami nie różniła się od salonu. Wszędzie biel, również w łazience, gdzie znajdowała się pokaźnych rozmiarów wanna. Obok drzwi do łazienki były dwa pokoje. Jeden w kolorze piaskowym, a drugi w kolorze błękitnym. Ten pierwszy wydawał się przytulniejszy, więc właśnie ten pokój skusił blondyna. Wrócił po swoje torby i zaniósł do pokoju. Postanowił jeszcze się nie rozpakowywać. Wziął zeszyt i długopis, po czym poszedł do salonu. Rozglądał się na boki, w górę i w dół.

Salon:
Ściany: jasny brąz
Zasłony: długie beżowe
Kuchnia: bez zmian
Łazienka: bez zmian
Mój pokój:
Ściany: żółty i zielony
Zasłony: brak
Rolety: zielone
Drugi pokój: brak zmian.

Uzumaki nie lubił jednorodności. Musiał widzieć więcej kolorów niż tylko biel. W końcu udało mi się znaleźć mieszkanie. Co prawda większa w tym zasługa była jego rodziców. Naruto miał już 19 lat, a za dwa miesiące zaczynał studia. Został w tym samym mieście, ale kiedyś musiał nastąpić dzień wyprowadzki od rodziców. Przeszukał jeszcze zeszyt szukając kartki z numerem do malarzy, znajomych ojca. Wyjął komórkę z kieszeni i wykręcił numer.
-Dzień dobry. Z tej strony Naruto Uzumaki. Tak, tak. Już się wprowadziłem i ja właśnie w tej sprawie. Nie, z mieszkaniem wszystko w porządku. Potrzebuje tylko pomocy do przemalowania ścian. Tak, dzisiaj da Pan radę? Byłbym wdzięczny. Już, momencik. Potrzebuje jasny brać, żółty i zielony. Za godzinę? Świetnie, zdążę pójść po zasłony. Dziękuje bardzo. Dowidzenia.
Blondyn zawsze był zdecydowany w takich sprawach. Od razu wypatrzył idealne zasłony do salonu i rolety do pokoju. Niepotrzebne rzeczy postanowił wyrzucić, w końcu ma tu spędzić co najmniej kilka lat, a tamte nie przypadły mu do gustu. Poodsuwał meble i poprzykrywał folią. Właśnie skończył, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Witam panów. To co, bierzemy się do pracy. Bardzo dziękuje za pomoc.
Salon powoli odżywał, gdy trzech mężczyzn zaczęło malować. Naruto zrobił dla nich herbatę, tylko tyle miał, bo nie był jeszcze na zakupach. Przeprosił na chwilę mężczyzn, mówiąc, że musi zrobić zakupy. Zdążył zejść tylko dwa schodki niżej, a ujrzał swoja matkę wraz z ojcem, który cały obładowany był torbami wypchanymi jedzeniem.
-Mamo? A co wy tutaj robicie? Dopiero dwie godziny mnie w domu nie ma, a wy już się stęskniliście.
-No wiesz co, jak witasz matkę? Wiedziałam, że będziesz miał dużo pracy, więc zrobiliśmy z ojcem zakupy dla ciebie.
-Ekhem.. wy tu sobie pogaduchy robicie, a ja tulone w tym zakupach.
-Ach, tak! Zapraszam do środka. Jest malowanie, więc w całym domku śmierdzi farbą.
Minato i Kusina zaśmiali się. Każdy z ich znajomych mówił. Że młody Uzumaki zewnętrznie podobny jest do ojca. Blond włosy i niebieskie oczy. Za to charakterek podobno odziedziczył po matce. Żona Minato, Kusina, miała długie czerwone włosy i brązowe oczy. Tak jak Naruto teraz, ona kiedyś była bardzo rozwrzeszczanym dzieckiem, wszędzie było jej pełno. Macierzyństwo jednak ją zmieniło. Spoważniała i jest piękną, dobrą kobietą, żoną i matką. W młodości Kusina i Minato byli kompletnymi przeciwieństwami, ponieważ Namikaze był żywą oazą spokoju, co zostało mu do tej pory. Dopełniali się całkowicie.

Blondyn prowadził ciekawe życie, zawsze u boku miał przyjaciół. Z nimi zawsze chodził do jednego klubu, byli tam stałymi klientami. Lubili posiedzieć sobie przy dobrej muzyce i soku, bądź czymś mocniejszym. Sakura, bo tak nazywa się jego przyjaciółką, często pomagała mu w nauce lub radziła, ponieważ wiedziała, że niebieskooki jest niezwykłym człowiekiem, a w dodatku trochę innym niż większość. Mianowicie Naruto bardziej interesował się mężczyznami, niż kobietami, o czym wiedzieli wszyscy jego znajomi, włącznie z jego rodzicami. W swojej grupie mieli jeszcze dwóch chłopaków, Sai’a i Yamato. Ten pierwszy miał krótkie, czarne włosy i był tej samej orientacji co Uzumaki, co powodawało, że czarnooki często flirtował z blondynem. Jednak nic poważniejszego z tego się nie zapowiadało, ponieważ niebieskooki traktował go jak przyjaciela. Yamato miał też krótkie, ale brązowe włosy. Najstarszy z nich, zawsze ich pilnował i brał n siebie odpowiedzialność. Raz po pijaku zwierzył się Naruto, ze podoba mu się Sakura, ale nie wie jak ma zacząć. Ta różowowłosa dziewczyna o zielonych oczach była zarówno inteligentna co i towarzyska. Szybko nawiązywała znajomości, co również szło na jej korzyść.

Komórka zaczęła drgać pod wpływem wibracji, a muzyka stawała się coraz głośniejsza. Naruto wyszedł z salonu i odebrał telefon.
-Cześć Sakura. Co jest?
-Naruto, idziemy dzisiaj do klubu?
-No pewnie.
-Słyszałam, ze zmienia się właściciel. Ciekawe jakie zmiany wprowadzi.
-Mówisz poważnie? Pierwsze słyszę. Musimy iść. Skontaktujesz się z Sai’em i Yamato? Ja mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia.
-Ok., nie ma sprawy. Wpadaj po mnie o 19.
Włożył telefon do kieszeni i poszedł do swojego pokoju. Z torby wyjął laptopa i podłączył go.
-Dobrze, że ludzie wymyślili takie rzeczy jak laptop i przenośmy modem z łączem internetowym. Cóż wspaniałego.
Wszedł na stronę z ogłoszeniami i zamieścił swoje. Pomyślał, ze skoro ma pokój wolny to może komuś go wynająć, no i w końcu raźniej we dwoje niż samemu.
Podał numer telefony i adres. Było już dosyć późno, przed 18, a musiał jeszcze się wykąpać po tym całym malowania i ogólnym urządzaniu się.

komentarze [6]

Happy end >> środa, 18 czerwca 2008 10:11:30
gg gonia - napewno kiedyś zrozumiesz o co chodziło Naruto. Sasuke nie odszedł z wioski, Naruto czeka, aż Sasuke zrobi pierwszy krok. (w związku z opowiadaniem "niebo".)
Ayano_93 - no wiesz, to był żart, bo nie przypuszczałam, że to aż takie smutne, by uronić chociaż jedną łzę. Mam nadzieje, że tę notkę uznasz za weselszą :)
Marronek - dziękuje za jakże pochlebiający mi komentarz. Bardzo się cieszę, ze Ci się podobało, szczególnie dlatego, iż twoja historia jest boska :D
Siedemntastka - w wolnym czasie tworzę wiersze. A ten akurat przyczynił się do postania tego opowiadania.
Mia666 - Raczej nie uśmiercam bohaterów, chociaz może kiedyś.... -.-
Mizumi - wiesz, ze cię kocham :*
Zgred-chan - ale widzę, że próbujesz odpokutować xD Cóż, ja też na początku tylko czytałam-.-
Pozdrowienia również dla wszystkich co czytają i nie komentują :D

Happy end

To nie zaczęło się jak w bajce i nadal tak nie jest. Moja wyobraźnia chciała widzieć to inaczej. Żyłem w swoim własnym świecie, sam, czekając na ciebie. Nadzieja nigdy mnie nie opuszczała, a ty owszem. Żyłem jednak dalej, w innym świecie, gdzie nadal tkwię. Mieliśmy, a raczej ja chciałem by to, co zaczęło powstawać między nami było wyjątkowe, niezapomniane i… bajeczne. Wiedziałem, że początki będą trudne. Nasza bajka miała zakończyć się szczęśliwie, chociaż nic tego nie zapowiada.

Widziałem cię gdy zamykałem oczy. Patrzyłeś na mnie z troską w oczach. Przysunąłeś delikatnie do siebie, a kciukiem gładziłeś mój policzek. Nachyliłeś się i pocałowałeś. Delikatnie i z uczuciem.

Wieczorami zawsze siedziałem w domu. Nie robiłem nic, oprócz bezsensownego wpatrywania się w jeden punkt. Zastygłem w bezruchu, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Moja zdziwienie wzrosło, kiedy zobaczyłem ciebie. Przystojny, czarnowłosy mężczyzna. To było dziwne. Nigdy mnie nie odwiedzałeś. Znamy się tyle lat. Byłeś, odszedłeś, wróciłeś. Przez te kilka lat, które minęły od twojego powrotu nie rozmawialiśmy za wiele. Wymienialiśmy się tylko spojrzeniami. Mimo to ucieszyłem się z twojej wizyty, a jakiejkolwiek sprawie byś przyszedł. Przyniosłem dla nas po filiżance herbaty. Usiadłeś dość blisko. Spojrzałem w twoją stronę czując na sobie twój wzrok.
-O co chodzi? Mam coś na twarzy?
-Nie.
-Jaki jest więc cel twojej wizyty?
Milczysz. Niepotrzebnie pytałem, znam odpowiedź. W końcu lepiej razem.
-Naruto?
-Tak?
Znów nie odpowiedziałeś. Przez chwilę widziałem tylko twoja twarz zbliżając się do mojej i zamykające się oczy. Poczułem twój dotyk, a po chwili twój smak. Nie było tak jak to sobie wymarzyłem. Nie czułem delikatności, a uczucie, które kryłeś w tym pocałunku było raczej aktem desperacji, coś na wzór ostatniej deski ratunku. Nie walczyłem z tobą, oddałem się mając nadzieje, że kiedyś ujrzę w twoich oczach to, co widziałem wyobrażając sobie tę chwilę.

Mijały dni, tygodnie, miesiące. Nikt o nas nie wiedział. To była nasza tajemnica. Jednak czy mogę powiedzieć, ze ja i ty tworzymy jedność? Nie mogę. Do tej pory nie byłem u ciebie, a ty od czasu do czasu przychodziłeś do mnie bez zapowiedzi. Nasze rozmowy ograniczyły się do omawiania misji lub mojego monologu. Jedyne co robiłeś to zdejmowałeś ze mnie ubrania i prowadziłeś do sypialni. Po wszystkim, gdy postanowiłeś zostać na noc, po prostu odwracałeś się plecami do mnie, nie mówiąc nawet dobranoc. Zawsze to samo.

A ja wciąż mam nadzieje, że kiedyś przyjdziesz i chociaż przytulisz mnie od tak, bez powodu, bym wiedział, że jesteś przy mnie gdy tego potrzebuje.

Ten wieczór nie różnił się od pozostałych. Zawitałeś u mnie, a ja tym razem oszczędziłem sobie nawiązania z tobą rozmowy. Widzę twoje plecy i czarne włosy opadające na poduszkę. Nie spałeś, nie mogłeś zasnąć, tak samo jak ja. Położyłeś się na plecach. Nie patrząc na mnie łożyłeś dwoją rękę pod moja głowę i przesunąłeś mnie do siebie. Palcami gładziłeś mnie po plecach, a ja położyłem dłoń na twoim brzuchu. Poczułem jak delikatnie całujesz moje czoło.
-Sasuke?
-O co chodzi, młotku?
-Czy to ma znaczyć, ze już będzie inaczej… to znaczy lepiej?
-…
-Draniu…
-Będzie.

I mimo, iż to nie jest szczęśliwe zakończenie, a tylko iskierka na lepsze jutro, będę wierzył. Warto.
komentarze [10]

Niebo. >> środa, 4 czerwca 2008 17:35:20
Mizumi-chan - A co jaj powinnam pisać? Kocham cie i wiesz o tym :) Nie musisz mi komentować, bo i tak już to czytałaś :D Mam nadzieje, że szybko szlaban ci zniknie i będziesz częściej przebywać przy komputerze. Będzie dobrze, zobaczysz słońce :*
Siedemnastka - nie przejmuj się, nic się nie stało :) To bardzo dobrze, że zwracasz uwagę na takie rzeczy, bo w sieci pełno takich, którzy 'podkradają' czyjąś twórczość.
Marronek - ten one shot niestety też będzie smutny. Jednakże mam w planach napisać coś z happy endem, więc trzeba będzie poczekać :D No i czekam na nową notkę;P
gg gonia - dla ciebie podwójnie pozdrowienia :)

Dedykacja również dla Ayano_93, Pelasi, Sasuke18, Naruto_19 i dla wszystkich co czytają, a nie komentują xD

Kolejny Oneshot, smutny niestety, także szykować zapas chusteczek :D Dobra, żarty na bok. Mam nadzieje, że jednak nie zostanę uduszona, czy storturowana za kolejne nieszczęśliwe zakończenie, ale taki chyba dobrze mi wychodzą. Nie przynudzam i zapraszam do przeczytania.

Niebo

Jak zwykle słońce świeciło po oczach. Jego promienie, niby takie przyjemne, a potrafiły dokuczyć. Mimo, iż otulały ciepłem moje ciało, to nie potrzebowałem tego. Brakowało mi ciepła, ale drugiej osoby. Akceptacji i zrozumienia. Rozmowy i milczenia. Spojrzeń i unikania ich. Czułości i złości. Wsparcia i rywalizacji. Po prostu-bycia przy kimś…
Myślisz, że to moje chore urojenia? Kto by chciał czułych chwil razem z chwilami nienawiści, złości, krzyków i gniewu. Chwil pełnych szału i gorączki. No kto? Ja chce. Życie nie może być usłane różami, nauczyłem się tego, a nawet jeśli jest, nie obędzie się bez kolców. Wielkich i ostrych. Nadziałem się na nie nieraz, wiesz? Nie było łatwo, ale nie narzekałem. Z podniesioną głową szedłem dalej. I mimo tych braków w moim życiu, nie żaliłem się, nie poddawałem i dalej czekałem, aż przyjdziesz. To nie trwało długo.
Zjawiłeś się szybciej niż myślałem. Owiany tajemnicą i czymś, co sprawiało, że lgnąłem do ciebie. Nie musicalem nic ci mówić, wiedziałeś czego chce. Wyczytywałeś ze mnie wszystko, jak z otwartej książki. Dla mnie to i lepiej, nie musiałem ci mówić, ze coś mnie trapi, martwi, niepokoi. Nie musiałem mówić jaki to jestem przy tobie szczęśliwy, bo widziałeś to. Milczenie z tobą było jedną z rzeczy najlepszych, która mnie spotkała.

Widziałeś to prawda? Wtedy księżyc świecił wyjątkowo mocno, światłem, które ukradł słońcu. Ale ono się nie gniewało. Spojrzałeś przez okno, a potem w moje oczy. Powtarzałeś wciąż, że skradłem ci serce. Nie mogłem powiedzieć tobie tego samego. To nie przez to, że tak nie było, ale sam nie wiedziałem jak to rozpoznać. Było mi przy tobie dobrze, ale to mogło być tylko zauroczenie, albo po prostu przyjaźń. Nigdy nie wiedziałem co to miłość, ale zdałem sobie sprawę z tego, że ty wiesz. Jednak nie chce byś mnie tego uczył. To za trudne. Nie umiem tego pojąć, mimo, że mówią, iż miłości prosta w rozpoznaniu jest. Prosta? Niech nie żartują. Nie mam słów by opisać gamę uczuć połyskującą w twoich oczach, więc jak można nazywać tak piękne uczucie prostym? Może gdybym znał je bliżej mógłbym stwierdzić coś więcej. Przytulony do mnie mocno, z głową na moich kolanach zasnąłeś. Położyłem cię na łóżku i pocałowałem w policzek. Nawet nie przypuszczałeś, ile następny dzień zmieni w twoim życiu. Wywróci się o 180 stopni. Przynajmniej. Wiedziałem już co zrobić. Co jest najlepsze.

Słońce znów było nieznośne. Czyżby za coś mnie karało? Przecież się staram. A może oświeca mi moją drogę i dodaje otuchy? Chciałbym. Znów zobaczyłem twój wzrok. Te czarne oczy widziały wszystko. Tym razem też nie zawiodły. Poczułem twoje wagi na moich. Chwile później twój język wodził po moich wargach. Czyżbyś już wiedział? Cofnąłeś się. Powiedziałeś, że uwielbiasz zatapiać się w moich błękitnych oczach. Tak błękitnych jak niebo. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym nim być. Nikt by mnie nie dotknął, nikt nie skrzywdził, a i ja nikomu bym nie zawadzał. Tylko obserwował. Czarne niczym smoła oczy znów wpatrywały się w moje, jakby chciałby wygrzebać prawdę z samego dna. Pytałeś co się dzieje, bo widzisz, że nie jest dobrze. Obdarzyłem cię krótkim spojrzeniem i spojrzałem w podłogę. Znów przeniosłem na ciebie wzrok i powiedziałem wszystko. Mówiłem, że nie mogę z tobą być, bo nie wiem co to miłość, nie umiem ci jej okazać, a nie chce cię przy sobie trzymać. Nie wiem czy traktuje cię jak przyjaciela, czy jak kogoś bliższego. Nie umiem kochać, nie nauczyli mnie. To nie ma żadnego sensu. To nigdy nie powinno się zdarzyć. Jednak dziękuję za wszystko. Patrzyłeś na mnie, jakbyś zaraz miał zbudzić się z jakiegoś transu i wykrzyczeć nagle, że to był tylko sen. Tak nie było. Uniosłeś rękę do góry, czyżbyś chciał mnie dotknąć ten ostatni raz? Zabroniłem. Kazałam ci się odsunąć i zostawić mnie. Nie chce cię ranić, a na pewno robiłbym to będąc z tobą. Bo co jeśli nadal bylibyśmy razem, a w pewnym momencie jak grom z jasnego nieba spadłaby na mnie miłość? Nie mówię o miłości do ciebie, ale do kogoś innego. Zraniłbym cię jeszcze bardziej, a tego nie chce. A czy ty mnie kochałeś? Na pewno byłeś tego pewien? Ja nie. To też był powód. To nie było zdrowe, widząc jak niepewni jesteśmy swoich uczuć. Ręka bezwładnie opadła ci w dół. Popatrzyłeś jeszcze raz na mnie i po prostu odszedłeś. Nie mówiłeś nic, nie sprzeciwiałeś się.

Za oknem tym razem niebo ma najdziwniejszy kolor. Nie jest ani niebieskie, ani czarne. Za to teraz wiem, byłeś kimś więcej niż przyjacielem, ale nie mogłem dłużej trzymać cię, nas w niepewności. To był jedyny sposób, by to sprawdzić. A teraz, mimo, iż pewny swoich uczuć jestem, nie pójdę do ciebie. Nie powiem ci, że cię kocham. Wiem, że ty mnie też. Na pewno, pozwoliłeś mi odejść nie mówiąc nawet słowa, pozwoliłeś bym poszedł inną ścieżką, bym był szczęśliwy gdzieś indziej, nie przy tobie. Dzięki temu wiem, kochasz mnie, ale ja nie przyjdę do ciebie. Poczekam tu na ciebie i chociażby to miało trwać wieki, nie zwątpię. Te czarne oczy muszą jeszcze na mnie spojrzeć, a zimne dłonie mnie dotknąć. Poczekam.

Kiedy nad głową
Masz niebo błękitne
I czyste jak ocean
Dobrze wiesz,
Nie będzie problemów.

Kiedy nad głową
Masz niebo czarne
I święcące na nim kółeczka
Jesteś pewien,
Możesz być spokojny.

A kiedy spojrzysz w górę
I ujrzysz inne niebo
Koloru dojrzałego złota
Nie przypuszczałbyś,
To dzień osądu na tobie.
_________________


komentarze [9]

Rozpacz samotności >> niedziela, 1 czerwca 2008 12:02:14
Po pierwsze, chciałam serdecznie podziękować wszystkim, którzy dotrwali do końca tamtego opowiadania :) Dla tych co wytrwale czytali i komentowali :) Przepraszam, ale mam mało czasu więc nie wymienię wszystkich, ale podziękowania dla Marronka, Pali_19, Siedemntastki, Agaty, Carole. Przepraszam jeśli kogoś nie wymieniłam, ale leciałam z pamięci, no i jak wspominałam mało czasu. Co do dalszych opowiadań. Zamieszczam teraz mój malutki oneshot, w środę/czwartek powinnam dodać drugi oneshot. Także dzisiaj krótko, ale myślę, że się Wam spodoba.
Mam jeszcze wiele pomysłów co do dłuższych opowiadań, ale chyba lepiej wychodzą mi takie oneshoty :P Mizumi-chan wie co nie co o moich pomysłach :D Pozdrowienia dla Ciebie kochanie :*
Nie zanudzam i daje opo :*

"Rozpacza samotności"

Byłeś sam. Sam, samiuteńki. Jak palec. Jak kamień na drodze. Jak ostatni liść spadający z drzewa. Jak pierwsza niechciana łza spływająca po policzku tylko po to, by za chwile roztrzaskać się o ziemie. Taki właśnie byłeś. Ale byłeś jeszcze zamknięty w sobie. Zamknięty jak pączek kwiatu. Byłeś tajemniczy. Tajemniczy jak noc. Ty nią byłeś. Mógłbym opisać tyle waszych wspólnych cech. Ciemność. Ty byłeś ciemnością, noc też. A gwiazdy rozświetlające noc? Dla mnie były to iskierki w twoich oczach. Tak bardzo chciałem wierzyć, że to dzięki mnie. Wierzyłem, że tak jak te gwiazdy na nocnym niebie rozświetlają noc i dodają jej blasku, ja robie to samo z tobą. Moja obecność, ja sam miałem być chociaż taką mała gwiazdką dla ciebie. Twoim światełkiem, które rozgrzeje twoje serce, tak zimne jak lód. Byłeś zimny, wiesz prawda? Byłeś lodowaty. Nie mówiłeś co czujesz, nie miałeś marzeń. Miałeś tylko cele, których się uwziąłeś i jak maszyna dążyłeś by je wykonać. Ja widziałem, widziałem, że chciałeś wyzbyć się uczuć. Wiedziałem również, że nie potrafiłeś tego dokonać. Może twoja twarz nie wyrażała niczego, ale twoje oczy cię zdradzały. Mogłem zobaczyć w nich wszystko. Cały twój ból, potrzebę czułości i bliskości. Jesteś zimnym draniem Uchiha, wiesz o tym dobrze. Cieszyłem się jak dziecko, gdy przy mnie, chociaż na chwile odstawiałeś na bok swoje cele i żyłeś teraźniejszością, a nie przeszłością, która cię zabijała. Potrzebowałeś mnie, tak samo jak ja potrzebowałem ciebie. Bo to wszystko stało się tak nagle. Sam nie wiedziałem czy tego chciałem, czy chciałem być z tobą, a jednak. Nie potrafiłem ci odmówić. Byłeś moim lekiem, ukojeniem dla ran zadanych przez wszystkich ludzi, którzy od początku mojego istnienia nienawidzili mnie. A ty zawsze byłeś taki spokojny. Nie obchodziło cie, ze mam to coś w sobie. Kochałeś mnie takim jaki jestem. Kochałeś? Wahałem się. Tak bardzo chciałem wierzyć w te słowa, ale bałem się. Cholernie się bałem, że odejdziesz. Przy tobie śmiałem się, ale gdy zasypiałeś spoglądałem w niebo i zastanawiałem się, czy to już czasem nie ostatnia noc razem. Zasypiałem przy tobie i budziłem się przy tobie. I wiesz? Nigdy nie powiedziałbym, że chciałbym by to się skończyło. Mimo iż nie wierzyłem w twoje słowa i obietnice, chciałem być przy tobie. Nawet gdy byłbyś ze mną tylko dla zaspokojenia swojej samotności, po prostu z potrzeby bycia z kimś, mógłbym być tak przy tobie całe życie. Aż do usranej śmierci, ważne, że przy tobie. Nigdy nie zapomnę tego ranka, wtedy pierwszy raz, sam z siebie powiedziałeś, że mnie kochasz, że jestem dla ciebie najważniejszy, i że gdy ciebie zabraknie bym się nie martwił. Żebym żył dalej. I miałeś ten uśmiech, nie to nie był ten sam uśmiech co zawsze. On był szczery. Był śliczny. Rzuciłem się w twoje ramiona jak jakiś szalony. Jak głupi zakochany bachor, ale tak bardzo pragnąłem byś mnie nie wypuszczał. A stało się. Nie mówiłeś tego od tak sobie. Planowałeś odejście. Wiedziałem o tym, ale tak bardzo chciałem wierzyć, że może uda mi się cię zatrzymać. Nie udało się. Zemsta okazała się ważniejsza niż nasza miłość. Gdybyś chociaż powiedział, że wrócisz. Nie powiedziałeś. Nie wrócisz. Ale ja będę czekał, mogę czekać nawet całe życie. Nie wyprowadziłem się, nadal mieszkałem u ciebie. Spałem w naszym wspólnym łóżku i często robiłem dwie herbaty, wyciągałem dwa talerze tak z przyzwyczajenia. Brakowało mi ciebie. Co wieczór prze kilka godzin siedziałem na parapecie i wpatrywałem się w niebo. Tak bardzo przypominały mi ciebie, twoje czarne oczy. Ja też byłem sam. Obydwoje byliśmy samotni, ale będąc razem przezwyciężyliśmy ból i odtrącenie. To nie było jedno z twoich marzeń, bo ich nie miałeś. Sasuke, jednak jako gwiazdka nie sprawdziłem się najlepiej. Widocznie moje światło miało za mało blasku, by wyciągnąć cię z ciemności.

komentarze [10]

Well when you go don't ever think I'll make you try to stay. >> niedziela, 25 maja 2008 00:16:13
Siedemnastka-Czy ja wiem czy przeszedł mi leń.. na naukę jestem wyjątkowo leniwa. Sasuke wyniósł śmieci, bo w koszu były papierosy, a on nie chciał by Naruto znów po nie sięgnął. Co Do OnusDerish.. nie.. to jeszcze nie ta działka :D
Marroren-niezbadane są uczucia Sasuke.
Carole5-dziękuje, wena się przyda :)
Cytryna-Dziękuje bardzo. Ty również świetnie piszesz -.- Ja nie oglądam Bleach'a, więc będę musiała poczekać na SN u Ciebie. Jednakże liczę, że pojawi się tam jak najszybciej :D Przeczytałam, ze może umieścisz coś z Death Note'a-a tu z chęcią przeczytam xD
Mizumi-Ta notka jest przede wszystkim dedykowana Tobie :) Dziękuje za wszystko.. no i za takie dłuuuuuuuuuugie komentarze :*

A teraz nie przedłużając, zapraszam na kolejną cześć :)

Ta noc nie należała ani do spokojnych, ani do miłych. W pokoju było ciemno, jedynie światło księżyca oświetlało kawałek lóżka i podłogi, na której leżała kołdra. Na łóżku leżał blondyn. Miał otwarte oczy, które wpatrywały się w ścianę. Chciałby już stąd uciec. Chociażby jutro, a nie może. Musi zostać, jeszcze tylko jutrzejszy dzień, a później go już nie będzie. Czuł się taki bezradny. Nie znosił tego. Wiedział, że nie może nic zmienić, nawet gdyby poszedł do niego i błagał go o powrót. Nie zrobi tego. To wybór Sasuke, a on nie ma nic do gadania. Jeżeli zależy mu na tym, co jest teraz między nimi, to wróci. Powinien wrócić. Przekręcił się na lewy bok. Palcem kreślił coś na prześcieradle, a raczej imię. Na razie tylko tyle mu pozostało. Będzie czekać, Sasuke wie kiedy Naruto wraca. Wszystko albo nic.

Ciche stukanie o parapet. Niebo przybrało barwę szarości. Kolejny dzień. Niebieskooki usiadł na łóżku. Nie chciał się już niczym przejmować. Będzie jak będzie. Wstał i poszedł do łazienki. Rozebrał się i rzucił ubrania na podłogę. Wszedł do kabiny. Odkręcił wodę i usiadł. Plecami oparł się o ścianę, a krople wody spływały mu po twarzy, włosy przylegały do ciała. Daj upust uczuciom. Pozwolił by kilka łez spłynęło po jego policzkach. Bał się, że jednak Uchiha pójdzie w inną stronę. Nie chciał znowu przezywać tego samego, odejścia po raz drugi. Na pewno nie teraz, gdy jest tak blisko. Zapewne siedział by jeszcze dłużej, gdyby nie to, ze usłyszał pukanie do drzwi. Szybko zakręcił wodę, wziął ręcznik, wyszedł z łazienki i otworzył drzwi, z nadzieją, że za nimi będzie stal czarnowłosy.
-Mida?
-Naruto-sensei, czekamy na ciebie, o 9 mieliśmy być na śniadaniu, a jest już 5 po. Nigdy się nie spóźniałeś.
-Już? Przepraszam, zejdź na dół, ja zaraz przyjdę.
-Oczywiście.
Jak mógł w ogóle pomyśleć, ze to mógł być Uchiha? On nigdy nie gonił się do takich rzeczy, więc teraz na pewno i to się nie zmieniło. Wytarł się, ubrał i poszedł na dół, jeszcze z trochę mokrymi włosami. Właśnie schodził po schodach, gdy wpadł na kogoś. To nie dziwne, skoro patrzył tylko pod nogi, w dodatku trochę się śpieszył.
-Przepraszam.
-Naruto? Uważaj trochę.
-Ja… ja nie chciałem Sasuke. Do widzenia.
Nie zwróciwszy się w stronę swojej drużyny poszedł w kierunku wyjścia, a dzieciaki podążyły za nim. Nie mówił zbyt wiele, a jego wypowiedzi były raczej ubogie. Zjedli w ciszy, tak samo w ciszy wrócili do hotelu. Uzumaki nie miał ochoty o niczym rozmawiać i można było zauważyć, iż niezbyt interesuje się tym, czy drużyna podąża za nim, czy może poszli gdzieś indziej. Można by powiedzieć, że był w swoim świecie, innym niż ten, który go otacza.

Czarnowłosy stał jeszcze chwile na schodach trzymając rękę na ramieniu, o które zahaczył blondyn. Nie widział jego oczu, bo ten nawet nie raczył spojrzeć na niego dokładniej. Za to czuł jak przechodzi przez niego dreszcz, gdy usłyszał jego głos. A jego głos? Był taki… niepewny. Chociaż gdy Naruto wypowiadał jego imię zawsze4 towarzyszyło temu wiele emocji. Za każdym razem jego imię brzmiało inaczej w ustach niebieskookiego. Jednak takiego jeszcze nie słyszał. To tak jakby Naruto wahał się przed zatrzymaniem go na dłużej, a odejściem. Jednak nie zatrzymał go. Nie powiedział nic więcej, niż wymaga tego osobista kultura. Aż tak bardzo go zranił tamtą chwilą ciszy? Ręka opadła bezwładnie, a nogi zaniosły go w stronę pokoju.

Delikatnie popchnięte drzwi zamknęły się. Buty zostały zrzucone gdzieś w kąt. Materac na łóżku lekko się ugiął pod czyimś naciskiem. Ręce powędrowały za głowę, a niebieskie oczy ślepo wpatrywały się w sufit, w biały sufit, jakby był czymś naprawdę interesującym, mimo, iż wcale nie był. To była jedna z jego najgłupszych misji. Nie dość, że niańczy jakieś dzieciaki, to jeszcze spotkał tego… tego czarnowłosego drania. Jednak odkrył dzięki niemu uczucie, które nigdy nie było mu znane, a dzięki któremu człowiek naprawdę jest szczęśliwy i nie potrzebuję już niczego więcej. Tylko jaki jest sens w takim uczuciu, skoro i tak za chwile pryska jak bańka mydlana? Tak jak szybko przyszło, tak szybko odeszło. Nie ma. Chciał mu poświęcić cała swoją przyszłość, a on… milczał. W tym czasie serce blondyna wręcz rozpadało się na małe kawałeczki. Mimo wszystko myślał, ze przyjdzie. Przyjdzie i przeprosi… powie, że mu zalezy. Zawsze był taki naiwny. Wierzył w ludzi do samego końca, w każdym znalazł chociaż odrobinę dobroci, czystych chęci. Do dnia, godziny.. a nawet sekundy swojego odejścia z tej wioski będzie wierzył, że Sasuke go zatrzyma, że wróci z nim, chociażby to nigdy miałoby się nie zdarzyć. Właśnie.. to nigdy się nie zdarzy. To przecież Sasuke, ten sam Sasuke co kilka lat temu. Usiadł. Wziął głęboki wdech i wstał. Złapał za klamkę, nacisnął i wyszedł. Jedyne miejsce, w które mógłby się teraz udać to pokój Uchihy. Uzumaki nie lubił pukać, zawsze wchodził bez zaproszenia. Położył więc rękę na klamce i już miał nacisnąć, jednak cofnął rękę. Kiedyś zapewne dawno poleciałby do czarnookiego i prosił go o powrót, ale chciał pokazać, że się zmienił. Odwrócił się i wrócił do swojego pokoju. Po drodze usłyszał tylko jak jakieś drzwi się otwierają, jednak nie chciał wiedzieć czyje.

Usłyszał jak ktoś kieruje się w stronę jego pokoju, po czym zatrzymuje się przed drzwiami. Po chwili jednak wraca. Przez myśl przemknęła Sasuke pokojówka przynosząca czystą ręczniki. Wstał i otworzył drzwi. Nie ujrzał niczego przed drzwiami. Gdy obrócił głowę w bok, ujrzał blondyna. Wpatrywał się w jego plecy, dopóki nie zniknął mu z oczu. Czyżby chciał pogadać? Głowę powoli spuścił na dół. Zacisnął mocno powieki i zamknął drzwi. On na pewno nie pójdzie do niego. Ledwo co usiadł na łóżku, a usłyszał pukanie do drzwi. Naruto? Jednak zdecydował się pogadać. Może to i lepiej. Rzucił krótkie „Proszę” i już po chwili usłyszał jak drzwi się otwierają. Ku jego niezadowoleniu nie był to Naruto, ani żaden blondyn o niebieskich oczach.
-Idziemy troche pozwiedzać. Nie leń się Sasuke, poszedłbyś z nami.
-Właśnie Sasuke-kun. Widziałam taką ładną kawiarenkę.
-Karin, nie zapominaj, że Sasuke jest już zajęty.
-I co z tego? Nie wtrącaj się do mojej rozmowy z Sasuke!
-Ale on ci nawet nie odpowiedział. Powinnaś to raczej nazwać monologiem.
-Nigdzie nie ide.
-Sasuke, czyżbyś pokłócił się ze swoim kochasiem? Ał, za co, Karin?
-Należy ci się!
-Jakaż ty przemądrzała. Nosisz te okulary, bo myślisz, że wyglądasz w nich na bardziej inteligentną niż naprawdę jesteś?
-Nie kłócić się w moim pokoju. Powiedziałem, że nigdzie nie ide. To takie trudne do zrozumienia?
-Może jednak chcesz z nami pogadać, widać, że coś cie trapi. Pomyślmy… zastanawiasz się nad wróceniem do wioski, a zostaniem z nami, tak?
Sugiestu jak zwykle był za bardzo wygadany. Zdecydowanie za dużo wiedział. Sasuke nie miał ochoty o tym rozmawiać, a tym bardziej z nimi. Nikogo się nie radził. Nie potrzebował tego. Zawsze rozwiązywał problemy sam, albo po prostu zostawiał je, a one po pewnym czasie.. znikały, bynajmniej dla niego.
-Musimy pogadać.
Juugo odzywał się rzadko, bardzo rzadko. Przeważnie tylko gdy zachodziła taka konieczność. Wiedział jednak, co powinien robić. A rozmowa powinna wyjaśnić ich wszelkie wątpliwości, a chociażby wątpliwości Uchihy.

Dzień zdawał się nie mieć końca. Jak na złość słońce nie zachciało zajść za horyzont. Jednak w końcu odpuściło, a jego miejsce zajął księżyc. Wokół niego nagromadziły się gwiazdy. Małe, jasne punkciki na niebie. Obydwaj postanowili oddać wszystko biegowi czasu. Jeśli coś ma się zdarzyć, to tak będzie. W osobnych lóżkach, osobnych pokojach, w jednym budynku zasnęli obaj, z nadzieją, żeby nic nie zdarzyło się zbyt późno.

Wziął to co powinien, razem z drużyną poszedł podziękować za wszystko właścicielowi hotelu. Wyszli na zewnątrz. Uzumaki uniósł wzrok ku górze, by popatrzeć na cały hotel. W oknach nie zauważył ten czarnej czupryny. Może to i lepiej? Kto wie, co by teraz zrobił Naruto widząc Sasuke. Nie śpieszył się. Raczej z niechęcią opuszczał tą wioskę, wiedząc, że zostawia w niej swoją jedyną miłość. To nie było takie proste jak zdawało mu się na początku. Lekkie szarpnięcie za rękę wyswobodziło go z jego rozmyślań.
-O co chodzi, Mida?
-Czemu się zatrzymałeś Naruto-sensei?
-Hee.. zamyśliłem się. No już, chodźmy, musimy jak najszybciej dotrzeć do wioski. Pewnie się stęskniliście za bliskimi.
Jego uśmiech, mimo, ze był sztuczny uratował go przed dalszym tłumaczeniem się. Mida pewnie wiedziała o nim i o Sasuke. Chłopaki pewnie też, w końcu w gorących źródłach nie dało się nie zauważyć jak Uchiha dobiera się do blondyna. Znowu szturchnięcie jego ręki przerwało mu jego rozmyślania, a raczej wspomnienia tamtego wieczoru.
-O co znowu chodzi Mida…a..
-Nie mam nic przeciwko, żebyś się na mnie tak patrzył, ale mógłbyś trochę przymknąć buzie? To nie kulturalne stać tak z otwartą buzią.
-O co ci chodzi? Czego chcesz?
-Powiedzieć ci, że jeszcze się spotkamy.
-Sasuke, ja wracam do wioski, ty idziesz w zupełnie inną stronę. Niby kiedy się spotkamy? To bez sensu.
-Widzimy się teraz, jutro się spotkamy, pojutrze też.
-Ja już wyruszam do Konohy, halo, Sasuke? Kontaktujesz trochę?
-Naruto przestań. Wracam.
-To cześć.
-Z tobą, do Konohy.
-Ale jeszcze dwa dni temu ty… a co z twoja drużyną?
-To właśnie dzięki nim.. a z resztą, co ja będę ci mówił. Oni rozumieją.
-Świetne! Babcia Tsunade na pewno się ucieszy! Zapewne dostaniesz niezłe kazanie, ale co tam. Ruszamy!
-Naruto?
-Co?
Nie otrzymał odpowiedzi na swoje pytanie. Poczuł tylko jak Uchiha łapie go za rękę, wplątując swoje, w jego palce. Uśmiech, tym razem szczery uśmiech pojawił się na twarzy niebieskookiego.

Tak, to już ostatnia cześć. Koniec tego opowiadania. Ma 30 stron w wordzie i stwierdziłam, że wystarczy. Jednakże nie opuszczam was :) Co jakiś czas będę dodawała jakieś oneshoty, ew. jak wpadnę na jakiś pomysł to coś dłuższego. Tak wiec, do zobaczenia niedługo, mam nadzieje :)
komentarze [9]

Would you bury me? Would you carry me to the end? >> niedziela, 18 maja 2008 00:39:42
-Mam to uznać za komplement?
-Raczej.
Naruto uśmiechnął się. Oparł się o barierkę, a wzrokiem wodził bo całej sylwetce czarnowłosego. Trwało to zaledwie kilka sekund, aż jego wyraz twarzy zmienił się. Uniósł brwi, zmarszczył brodę, obrócił głowę lekko w bok, wciąż patrząc się na Uchihe.
-No co?
Czarnowłosy wpatrywał się w niebieskookiego, myśląc, że cokolwiek zdoła zrozumieć. A ten jak na złość, uparcie milczał.
-Coś ci nie odpowiada? Patrzysz się na mnie, jakbym Ci coś zjadł.
-Byłem na obiedzie.
-Więc o co chodzi?
-O nic?
-Chyba to ja zadaje pytania. Po za tym, nie odpowiada się pytaniem na pytanie, młotku.
-O właśnie za to!
-Ale, ze niby za co?
-No… za to.
-Możesz jaśniej?
-Ciągle nazywasz mnie młotkiem, to nie jest zabawne.
-Prawda, nie jest..
-No właśnie!
-Jest urocze.
-Co? Sasuke.. martwię się o ciebie…
-Czemu?
-Mówisz naprawdę dziwne rzeczy.
-Mówiłem Ci, to przez ciebie.
-A co ja ci takie zrobiłem?
-Zjawiłeś się. Spadłeś jak grom z jasnego nieba. Wystarczy?
-Nie za bardzo rozumiem..
-Jak zwykle.
-Sasuke!
-No po prostu, lubie twoje towarzystwo. Przeszkadza ci to, jak zwracam się do ciebie?
-No nie.
-Więc w czym problem? Nie ma problemu. Właśnie, wpadłem tylko na chwile. To za trzy godziny na dole.
-Gdzie ty się wybierasz?
-Będziesz mnie sprawdzał?
-A nie mogę?
-No nie wiem.
-A idź już lepiej.
Sasuke jednak wyminął blondyna. Stanął naprzeciwko kosza i wyją worek.
-Lepiej wezmę to ze sobą i wyrzucę gdzieś po drodze.
-No proszę, Uchiha wynosi mi śmieci.
Po chwili widział już tylko znikająca sylwetkę czarnookiego za drzwiami, które się zamykały. Stal tak jeszcze chwile. Wrócił na balkon. Niedopalony przez niego papieros leżał na ziemi. Uniósł nogę do góry i przydeptał. Miał już swój nałóg, więc mu nie było potrzeba. Ten był wystarczający.
Trzy godziny, jeszcze trzy godziny. Co on miał robić przez ten czas? Nie chciało mu się zupełnie nic. A za dwa dni wracają do wioski. Już za dwa dni. Uniósł wzrok ku błękitnemu niebu. Małe, puchate chmurki płynęły po niebie. Małe, białe, puchate chmurki. Wrócił do pokoju, nie zamykając wejścia na balon i sięgnął po plecak. Usiadł na łóżku, rozpiął go i wyjął z niego swoje bronie. Kunie i shurikeny. Wziął szmatki i zaczął przecierać.

Drzwi lekko uchyliły się. Wszedł do pokoju. Na łóżku zobaczył siedzącego Uzumakiego, ze szmatka i kunaiem w ręku. Siedział i wpatrywał się w niego. Kompletnie zamyślony, jakby był w innym świecie. Podszedł do niego. Blondyn nawet nie zwrócił na to uwagi, był w swojej krainie. Widocznie nie chciał wracać. Dopiero dotyk czyjeś dłoni na ramieniu go przebudził. Odruchowo wymierzył kunaiem w stronę obcej osoby.
-Już chcesz się mnie pozbyć?
-Sasuke, nie strasz mnie więcej.
-Nie straszyłem. Siedziałeś jakbyś wpadł w jakiś trans.
-Dopiero co wyszedłeś. Zapomniałeś czegoś?
-Jak to dopiero? Za 10 minut 18.
-Co?
-Nie karz mi powtarzać dwa razy tego samego.
-Chcesz mi powiedzieć, ze siedziałem prawie trzy godziny nic nie robiąc, tylko gapiąc się w ten głupi kunai?
-Nie wiem ile się w niego gapiłeś. Tak cie zauroczył?
-To nie jest śmieszne.
-Dobra, dobra. Chodźmy już na dół.
-Już? Po co tak wcześnie?
-Wolisz tu siedzieć?
-A co to za różnica.
-Chodź i nie marudź.
Naruto podążył za Sasuke. Na dole usiedli na kanapie, czekali w milczeniu. Dzieciaki jak zwykle przyszły chwile po nich. Zawsze były wcześniej. Równo o 18 przyszła grupa Sasuke.
-Dzieciaki, idziemy!
Niebieskooki krzyknął radośnie.
-Ale Naruto-sensei.. oni idą z nami?
-Tak. To.. starzy znajomi.

-Ufff.. dzisiejszy dzień to jeden z tych, w których najbardziej się leniłem.
-Ty zawsze się lenisz.
-Sasuke, nie przesadzaj.
-Nie przesadzam.
-Przesadzasz!
-Młotek.
-Sasuke ty… ty.. draniu, ty!
-Żeś się wysilił.
-Bo nie przyjdę do ciebie!
-To ja przyjdę do ciebie.
-Nawet nie myśl, ze będziesz ze mną spał!
Uzumakiego poniosło. Zapomniał o obecności czterech innych osób. Sasuke to bawiło, jednak, gdy Naruto zorientował się co takiego właśnie powiedział, momentalnie ucichł.
-Yyy.. to znaczy..
Próbował coś wymyślić patrząc się na Derish’a i Onus’a. Nie miał żadnego pomysłu. A z resztą, po co on miał się tłumaczyć. Westchnął zrezygnowany i postanowił już nic się nie odzywać. Zamknął oczy. Jednak te po chwili szybko otworzyły się, gdy poczuł jak czyjeś palce wędrujące po jego udzie. Odwrócił głowę w prawą stronę, do Sasuke, posyłając mu groźne spojrzenie. To nie zniechęciło Uchihy, a wręcz zachęciło. Naruto złapał szybko dłoń czarnowłosego, która była niebezpiecznie blisko jego penisa. Znowu odetchnął z ulgą. Szybko wziął ze swojego uda rękę Sasuke.
-Naruto-sensei?
-Co jest Derish?
-My już idziemy.
-Już? Dopiero co przyszliśmy.
-Tak, ale.. nudzi się nam.
-No to ide z wa..
-Nie, nie! My jeszcze pójdziemy zobaczyć co jest na festynie! Nie śpisz się sensei. Nic nam się nie stanie. No to pa!
Rzucił szybko i wyszedł razem z Onusem. Blondyn lekko zdziwił się ich zachowaniem. Onus nagle zaczął słuchać drugiego chłopaka. Mimo, iż nadal nic nie mówił, to jednak nie sprzeciwiał mu się. Nieważne. I tak zaraz miał zamiar stąd iść. Dobrze, ze poprosił Karin o opiekę nad Midą. Chwila rozluźnienia.
-No chłopaki, możecie już iść.
-No to na razie.
-Jak to iść? Sasuke! Co ty znowu kombinujesz?
-Nie krzycz tak. Nic nie kombinuje.
-To idziemy razem z nimi.
-Nie ma mowy, my zostajemy.
-Grabisz sobie, Uchiha!
-Taaa.. ale mam mała prośbę.
-Hm?
-Wiesz.. tutaj musisz być naprawdę cicho…
-Przecież jestem.
-Cały czas musisz być cicho.. tutaj wszystko słychać.
-Do czego zmierzasz?
-Dobrze wiesz.
-Nie, nie wiem i wole nie wiedzieć.
Patrzyli się na siebie. Ręka czarnowłosego złapała Naruto z tyłu głowy i przysunęła go do siebie. Językiem przejechał po jego suchych wargach, po czym delikatnie je pocałował. Naruto położył swoją dłoń na policzku Sasuke, głaszcząc go delikatnie. Niebieskooki uchylił usta, by jego kochanek mógł pozwolić sobie na więcej. Ten korzystając z okazji wsunął język do ust Uzumakiego. Ich języki trącały się, szukając wspólnego rytmu. Tak jak szybko się zaczęło, tak szybko się skończyło. Sasuke zjechał n szyje blondyna i to ją teraz obdarowywał pocałunkami. Palcami zaznaczał drogą, od torsu Uzuamkiego, po pępek, aż do jego penisa. Lekko tracił go palcem i złapał. Reką poruszył zaledwie kilka razy. Widocznie świadomość, ze w każdej chwili ktoś może wejść i to zobaczyć, podniecały blondyna, czarnowłosego z reszta też. Przybliżył swoja twarz do niego i szepnął do ucha
-Może zamiast bawić się, przejdziemy od razu do sedna sprawy, hmm?
-Ale Sa-Sasuke, tu w każdej chwili może, ktoś wejść.
-Nie bój się. Po prostu bądź cicho, dasz radę?
-Yhy.
Uchiha wstał i podał rękę blondynowi. Podniósł go, odwrócił tyłem do siebie i nachylił tak, że niebieskooki był na czworaka. Małe fale rozniosły się po wodzie. Słychać było jej plusk. Czarnooki uklęknął, a po chwili był już w blondynie. Te cicho jęknął.
-Ciii..
Jego ruchy były powolne. Z czasem przyśpieszał. Było gorąco. Krople wody i potu spływały po ich ciałach, mieszając się ze sobą i wędrując swoją ścieżką.

-Nie chcesz zobaczyć?
-Nie.
-Żałuj. W życiu byś nie przypuszczał.
-Niby czego?
-Tego.
Ciekawość wzięła góre. Zszedł z kamyka, na którym siedział i podszedł do drugie chłopaka. Zauważył mała dziurkę w drewnianym ogrodzeniu. Pochylił się i zobaczył jak dwóch mężczyzn, dobrze mu znanych mężczyzn właśnie uprawia seks. Lekko zdezorientowany, nie wiedział co powiedzieć. Szybko jednak odwrócił się, zachowując zimną krew.
-Jesteś nienormalny, Derish.
-Ja? To z tobą coś jest nie tak, znowu zaczynasz nawijać.
-Jak mogłeś to przez ten cały czas oglądać?
-A mogłem.
-To ich prywatna sprawa co robią.
-No i co z tego. Popatrzeć nikt nie zabroni. Wiedziałem, że coś się święci!
-A wy chłopcy to chyba znaleźliście się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze.
-E.. Onus.. to ten z drużyny tego.. jak mu tam było.. Sasuke?
-Ta..
-A no.. widzisz.. my tylko tak, przechodziliśmy tędy.
-Hotel jest w druga stronę.
-Naprawdę? Och widzisz.. pomyliło się nam.
-Serio? Może i bym uwierzył, gdyby nie ta dziura w płocie.. co tam macie?
Derish szybko zasłonił dziurę plecami.
-Tam? Nie, tam nie ma nic.. naprawdę, nic ciekawego.
-Gdyby tak było, nie zasłaniałbyś tego. Bierz przykład z kolegi i zamilcz.
Sugiestu odciągnął chłopaka od drewnianych desek. Zamknął jedno oko i skupił się na tym, co właśnie widział. A dla niego był to widok niecodzienny.
-Taka scena.. i to w wykonaniu Sasuke i tego blondasa. A wy, wracajcie do hotelu, bo inaczej powiem waszemu opiekunowi co tutaj robiliście.
-Grzeczne chłopaki. Tak pobiegli, aż się zakurzyło. Teraz nie będę nic widział.

Naruto oddychał ciężko. Wciąż drżały mu całe ramiona, a palce były zaciśnięte. Sasuke wyszedł z niego i usiadł obok.
-Wiesz co.. może lepiej już stąd chodźmy.
-Pierwszy raz się musze z tobą zgodzić, Naruto.
-I zapewne nie ostatni.
Wrócili do hotelu. Weszli na góre i Uzumaki już chciał otwierać swoje drzwi, gdy zatrzymała go ręka Sasuke.
-O co chodzi?
-Może będziesz spał u mnie?
-Dlaczego u ciebie?
-Do ciebie w każdej chwili mogą wejść te dzieciaki.
-No dobra.
Nie puszczając niebieskookiego poszedł do swojego pokoju. Wpuścił Naruto i zamknął drzwi, przekręcając w nich klucz. Usiadł obok blondyna, który szybko usiadł mu na kolanach.
-Sasuke..
-Co?
-Więc jak, wrócisz?
-Czemu o to znowu pytasz?
-Pojutrze już wracam do wioski..
-Już?
-No tak.. wiec wrócisz?
-Naruto, to nie takie proste. Nie mogę tak po prostu wrócić, jakby nigdy nic się nie stało. To naprawdę nie jest proste.
-A nie wrócisz chociażby dla mnie?
Wpatrywał się w czarne oczy, czekając na odpowiedź. Ich właściciel milczał. Sasuke opuścił głowę, unikając spojrzenia tych niebieskich oczu. Wędrował wzrokiem gdzieś po podłodze, byleby nie spojrzeć na Naruto. Ta cisza była najgorsza. Gdyby chociaż powiedział, ze nie wie, że się zastanowi. Nic nie mówił. Uciekał gdzieś… byle nie odpowiadać. Był pewien, ze Naruto za chwile zacznie krzyczeć, namawiać go do powrotu. Poczuł jak uścisk na jego szyi rozluźnia się, a dłonie Uzumakiego cofają się. Wstał i wyszedł. Tak po prostu, od tak.

Nie wiedział co zrobić. Czekał na odpowiedź, która miała nie nadejść. Czyżby zapytał w złym momencie? Przecież dobrze im się układało, a mimo to Sasuke nadal się wahał. Dlaczego? Czyżby Naruto nie był jednak wystarczający dla niego. Nie chciał już go namawiać do powrotu. Wyrósł z tego. Tyle razy próbował i nic to nie dało. Tym razem zapewne tez byłoby to bezcelowe. Był zły, na siebie i na Uchihe. Za to, że tak się do niego zbliżył, a jednocześnie teraz był tak daleko. Zszedł z niego i nie mówiąc niż mocno zatrzasnął za sobą drzwi.
komentarze [12]

Potrzebą moją jest tęsknić, żyje w rozpaczy odkąd przestałes wracać.. >> poniedziałek, 12 maja 2008 12:35:33
-Nuuuuda. Nie ma tutaj nic ciekawego.
-A czego oczekiwałaś?
-Wracajmy już, jestem głodna.
-Ja też. A ty, Onus?
Chłopak rzucił tylko przelotne spojrzenie na swoja drużynę.
-Czyli ty też. No to idziemy.
-Dobra, ale mógłbyś mi powiedzieć, Derish, jak my stąd dojdziemy do hotelu?
-No.. chyba teraz w prawo, nie?
-A nie czasem w lewo?
-A może jednak prosto.
-Nie, powinniśmy się cofnąć.
-Odezwał się, ten co zawsze tak dużo mówi.
-Masz coś do mnie?
-Pewnie.
-Załatwmy to tutaj.
-Szkoda nawet podnosić na ciebie ręki.
-Coś ty powiedział?
-Onus, czyżbyś dostał słowotoku?
Mida zachichotała. Jeszcze w takiej sytuacji nie widziała obu chłopców. Rzadkością było, żeby powiedzieli do siebie chociażby słowo, rozmowa była wykluczona, a co dopiero kłótnia.
-Hahaha, ale ci teraz powiedziała, hahaha
-Z czego rżysz?
-To ty znasz nawet takie słowa? Dobra, panie najlepszy, prowadź.
-No już, Onus, nie stój jak ten kołek tylko idź, jeśli wiesz gdzie.
Mida spojrzała na niego. Wyczekiwała odpowiedzi. Czy oby na pewno on wie gdzie iść? Nie dostała odpowiedzi.
-Ehh… pozostaje nam pytanie tutejszych o ten hotel. Derish i ja pytamy ludzi, Onus raczej powiedział dzisiaj za dużo i więcej nie będzie mógł. Dobra, dobra. Żartuje, ale nie chce, żeby jakiś z mieszkańców przestraszył się twojego poważnego tonu i mordu, który widnieje w twoich oczach. No więc, ja biorę tych po prawo, ty po lewo. A ty, Onus, czekaj tutaj.
-Przepraszam, proszę pani.. czy wie pani, jak stąd można dojść do hotelu?
-Ale którego hotelu?
-No normalnego.
-Tutaj jest kilka hoteli.
-Kilka?!
-Może podasz jego nazwę, wtedy będę mogła ci pomóc.
-Nazwa, nazwa.. Mida! Jak się nazywał nasz hotel?
-Hotel? Chyba.. ja nie wiem!
-Jak to nie wiesz?!
-No po prostu! Onus, pamiętasz?
-Hotel Grand.
-Dzięki wielkie!
-Hotel Grand? Dobrze, zaprowadzę was tam.
-Dziękujemy.

-Sasuke? Jesteś tam?
Klamka pod wpływem ciężaru opuściła się, a drzwi otworzyły.
-Otwarte? Chyba Sasuke bierze prysznic. Suuuper!
Kunoichi zamknęła drzwi i weszła do pokoju. Usiadła na łóżku, założyła jedną nogę na drugą i zdjęła okulary, położywszy je na stoliku. Woda już nie leciała, a po chwili drzwi od łazienki otworzyły się. Ku zaskoczeniu czerwonowłosej nie był to Sasuke, a blond włosy chłopak, którego widziała już w tym hotelu wcześniej. Czyżby pomyliła pokoje? Nie odmówiła sobie jeszcze popatrzenia na niebieskookiego, który znowu, jak za ich pierwszym spotkaniem, miał ręcznik przepasany wokół pasa. Wstała, wzięła okulary i założyła je. Podeszła do Uzumakiego
-Przepraszam, ja chyba pomyliłam pokoje.
-Yy.. nic nie szkodzi, naprawdę nic się nie sta..
-Kto przyszedł?
-Sasuke-kun?
Karin stała nieruchomo. Widok półnagiego blondyna plus półnagi Sasuke, w dodatku razem byli w łazience. Kropelki wody spływały jeszcze po jego policzkach i torsie.
-Karin? Co ty tutaj robisz?
-Ja, tak tylko wpadłam. Było otwarte, wiec..
-Więc powinno się zapukać, albo przyjść później!
-Ale ja pukałam.. nikt nie odpowiadał.
-Tym bardziej powinnaś przyjść później.
-Ja.. przepraszam Sasuke-kun.
-Dobra, jakaś ważna sprawa?
-Nie, nie.. ja już lepiej pójdę.
Drzwi zatrzasnęły się. Naruto spojrzał zdezorientowany na czarnookiego.
-Nie przejmuj się nią. Która jest godzina?
-13 już.
-Szybko zleciało.
-No wiesz, czas z tobą wyjątkowo szybko leci. Za godzinę mam być w recepcji.
-By?
-Mam tam spotkanie z drużyną.
-Aaa właśnie. To twoja drużyna, tak?
-Tymczasowo, a raczej tylko na ta jedną misję. Ich sensei nie mógł z nimi pójść i Tsunade wysłała mnie.
-Jaki szczęśliwy zbieg okoliczności.
-No, szczęśliwy.
Blondyn uśmiechnął się, mrużąc swoje oczy.
-Właśnie, a co to za akcja z tymi gorącymi źródłami?
-No słyszałeś przecież, idziesz ze mną.
-Nie mogę zostawić ich samych, tzn.. bez nich nie mogę za bardzo wychodzić na jakiś dłuższy czas.
-W czym problem? Weź ich ze sobą.
-No dobra, dobra. Chodź.
Sasuke poczuł jak zostaje ciągnięty za ramię, po czym upada na lóżko, czując jak Uzumaki wtula się w niego.
-A może by tak chociaż się ubrać?
-O jeju, zawsze musisz narzekać? Poleżmy jeszcze trochę.
Tak w milczeniu mijały sekundy, minuty. Żaden z nich nie chciał psuć tej chwili, w końcu nie wiadomo czy jeszcze takową będą mieli okazje przeżyć. Uchiha lekko potargał blond włosy i wplótł między nie swoje palce. Czas uparcie biegł do przodu, mimo, iż można było usłyszeć ich prośby o jego zatrzymanie.

-Jesteśmy! Patrzcie, która godzina.. za 5 minut sensei powinien tu być. Nie opłaca nam się iść na górę i wracać.
-Masz rację.
Mida wydawała się być ich przewodniczką ich trzyosobowej grupy. A Derish zawsze się z nią zgadzał, Onus też, tylko tego nie mówił. Usiedli na kanapie i czekali. Dziewczyna wzięła kosmyk włosów miedzy swoje palce i zaczęła się nimi bawić, kręcąc i oglądając je na zmianę. Derish przewracał oczami i tupał stopami jakiś rytm, który znał tylko on, a Onus patrzył się na wprost, mrugając co chwilę.

-Sasuke, ja już będę szedł. Zaraz 14.
-Skoro musisz.
-Idę z nimi na obiad, na pewno są głodni, z resztą.. ja też.
-To idź. Wpadnę po ciebie o 18. Powiadom dzieciaki.
-Pewnie!
Uzumaki wstał, założył szybko swoje ubrania i ruszył w kierunku recepcji. Zobaczył siedzące na kanapie dzieciaki, które musiały nieźle się nudzić.
-Witajcie. No to idziemy na obiadek.
-W końcu, myślałem, że umrę z głodu.
-Nie narzekaj, Derish.
-Tak tylko mówię.
-Nie ociągać się, co wy tacy zmarnowani? Taki piękny dzień.
Szybko doszli do restauracji obok hotelu. Wystarczyło powiedzieć, że są z Konohy. Jedzenie pojawiło się w zaskakująco szybkim tempie. Blondyn rozanielony widokiem aż tylko potraw, wzrokiem szukał tej jedynej. Jednak nie znalazł. Niestety, nie podawali tam ramenu, ale nie brakowało tu innych pyszności. Zjedzenie tego wszystkiego nie zajęło im dużo czasu, wręcz przeciwnie, 10 minut, a stół był prawie pusty. Do stołu podszedł kelner, który zaczął zbierać brudne talerze i sztućce.
-Dziękujemy bardzo.
Zwrócił się do niego Naruto i pokazał drużynie, ze mają iść. Znów znaleźli się w hotelu.
-Poczekajcie.
-O co chodzi, Naruto-sensei?
-O 18 bądźcie w recepcji.
Trzy pary oczy wpatrywały się w niego oczekując dalszej wypowiedzi.
-Idziemy do gorących źródeł.
-Super!
Mida i Derish biegli po schodach, by jak najszybciej dostac się do swojego pokoju. Uzumaki i Onus nie spieszyli się.
-Chłopcze, radziłbym ci być bardziej towarzyskim. Nie mówię, że masz się zmieniać, ale od czasu do czasu mógłbyś powiedzieć więcej niż jedno słowo. Oni naprawdę cie lubią, a chwila rozmowy z nimi nie zaszkodzi ani tobie, ani im.
-Może.
I zniknął za drzwi pokoju. Naruto podążył do swojego. Zdjął buty i koszulkę, bo to był naprawdę upalny dzień. Położył się na łóżku. Nie lubił bezczynności. Wstał, podszedł do ściany i zaczął czegoś szukać w plecaku. Znalazł. Wziął opakowanie i wyszedł na balkon. Jeszcze nie było odpieczętowane. Zdjął folię i otworzył paczkę. Wyjął jednego papierosa. Odpalił zapaliczką. Zaciągnął się dwa razy i patrzył na krajobraz dookoła. Poczuł ja czyjeś ramiona oplatają jego ciało.
-Sasuke?
-A któż by inny? Palisz?
-Nie.
-To co robisz?
-Ja tylko się zaciągam, żeby nie zgasł.
-Nie żartuj. Od kiedy jesteś w takim nałogu?
-Nie jestem.
-To co to ma znaczyć?
-Ja naprawdę nie palę.
-To co robi ta cała paczka fajek w twoje dłoni?
-Zawsze mam ją przy sobie. A raczej od roku. Tak naprawę to mój drugi papieros w życiu. Chociaż.. za pierwszym razem to było tylko kilka zaciągnięć, namówiłem Shikamaru, żeby dał mi spróbować.
-Więc czemu teraz palisz?
-Podobno to rozluźnia.
-I co, pomogło?
-Może troszkę, ale nie lubię tego smaku dymu w buzi. Nie wiem jak inni mogą to palić kilka razy dziennie.
-Więc to wyrzuć
-Chyba masz racje.
Przygasił prawie całego papierosa, pocierając nim o ścianę. Sasuke wziął paczkę papierosów i wyrzucił do kosza. Naruto spojrzał na niego dziwnie, oczekując wyjaśnienia.
-Teraz będziesz rozluźniał się przy mnie.
-Zawsze masz takie dziwne pomysły?
-Tylko przy tobie mnie takie nachodzą.
komentarze [8]

gdyby tego było mało.. >> środa, 7 maja 2008 13:36:09
Skierował wzrok w stronę okna i patrzył na niebo. Rozmyślał nad tym, o co pytał Naruto. Blondyn nie był dla niego chwilową przyjemnością, zastępcą czasu, zapomnieniem. Chłopak zajął wyjątkowe miejsce w sercu czarnowłosego i to już dawno, kiedy byli dziećmi. Nie przyznawał się do tego, uważał to za oznakę słabości. Nawet sam przed sobą bał się przyznać, że to rozwrzeszczane dziecię już od pierwszych chwil ich spotkania zajęło sobie miejsce w sercu czarnookiego. Szczerze mówiąc, długo nie zdawał sobie z tego sprawy, aż do czasu kiedy to jego ciało samo poruszyło się, by uchronić bezbronnego chłopca, blondyna o pięknych, niebieskich oczach. Od tego momentu wiedział, że ten dzieciak jest wyjątkowy i to nie przypadek, że się spotkali, a jeśli tak, mógł spokojnie nazwać ten przypadek cudownym. Obydwoje ratowali sobie życie nawzajem wiele razy. Jednak nic nie trwa wieczne, Sasuke zostawił wioskę, drużynę i jego. Ich walka, desperacka próba zatrzymania Uchihy. Jego wyznanie. Wszystko na nic. Przegrał, a on odszedł. Dopiero potem zdał sobie sprawie, ile wnosił do jego życia, jak bez niego wszystko wydaje się wyjątkowo spokojne, aż za spokojne. Teraz, dorośli już przyjaciele wiedzieli jak bardzo się potrzebują. Wiele mieli wspólnego, ale też wiele ich różniło i właśnie to sprawiało, że rozumieli się bez słów, a prawdziwe uczucia drugiego mogli wyczytać z oczu, raz przepełnionych blaskiem, a raz ciemnością. Co zrobić, co zrobić by oboje byli szczęśliwi, co nie jest możliwe gdy się rozstaną. Pójść z nim? Pozwolić się prowadzić? Przecież to nie takie proste. Jego świat ma nagle wywrócić się do góry nogami z powodu tego blond włosego młotka, jego blond włosego młotka. Sasuke był tak pogrążony w swoich rozmyślaniach, że nie zdążył zareagować, gdy ktoś otwierał drzwi od jego pokoju. Mocne szarpnięcie obudziło by Uzumakiego, a dopiero co zasnął. Jednakże dziwnie to wygląda, dla innych.
-No, no. Sasuke, widzę, że już zająłeś się tym seksi tyłeczkiem.
-Sugiestu. Czego chcesz?
-Wpadłam na herbatkę, nie można?
-To idź do kawiarni.
-Hee, tak wpadłem zobaczyć. Może mógłbyś mi go odstąpić na trochę?
-Marzenia.
-Moje o nim.
-Wyjdź.
-No już dobrze, dobrze. Nie będę tykał twojej własności, Sasuke.
-On nie jest moją własnością.
-Jasne, a ja kocham Karin.
-Nie interesuje mnie wasze życie prywatne.
-Dobra, ale mam właśnie od niej wiadomość.
-O co chodzi?
-Dzisiaj gorące źródła.
-Znowu? Nie mam po co tam iść.
-Nie gadaj, bierz tego chłoptasia ze sobą i idziecie. O 19 w recepcji.
Uchiha otworzył lekko usta w zamiarze powiedzenia czegoś, jednak szybko je zamknął, słysząc zamykające się drzwi. Westchnął.
-A więc nie jestem twoja własnością, tak?
-N-Naruto? Ty nie śpisz?
-Spałem, ale obudziliście mnie. Dobrze, przynajmniej nie musze się ciebie słuchać.
Czarnowłosy ujrzał właśnie blondyna, który wytykał w jego stronę język i mrużył oczy. Nachylił się nad nim i przejechał swoim językiem po jego. Naruto uchylił wargi zapraszając do głębszego pocałunku. Uchiha skorzystał z tego i przyległ swoimi wargami do miękkich ust niebieskookiego. Dwa języki napotykały się wzajemnie co chwile. Sasuke nie oczekiwał więcej, ale poczuł jak ciepłe dłonie blondyna przesuwają się po jego plecach by po chwili ściągać z niego koszulkę. Oderwali się od siebie, a Uzumaki szybkim ruchem pozbył się górnej części ubrania czarnowłosego, rzucając ją gdzieś w kąt. Naruto wciąż miał rozchylone usta i przymglony wzrok, co doprowadzało Sasuke do obłędu. Znów zakosztował jego ust.
-Jesteś mój.
-Nie kochaniutki. Niedawno słyszałem zupełnie coś innego.
-Przesłyszało ci się.
-Słyszałem dokładnie.
-Jemu powiedziałem jedno, a ja wiem swoje. Jesteś mój.
-Niech ci będzie. Mogę to na jakiś czas zaakceptować
-Na jakiś czas? Chyba chciałeś powiedzieć na zawsze.
-A ty znów taki pewny siebie. Aż tak to widać?
-Ja widzę wszystko.
-Jeśli chcesz więcej, złap mnie, jeśli potrafisz.
Czyżby właśnie Naruto rzucił mu małe wyzwanie? Niech mu będzie i tak Uchiha postawi na swoim. Blondyn zszedł z lóżka i stanął kilka metrów od czarnowłosego.
-Mam cie gonić tutaj? W pokoju?
-No a gdzie? Wystarczająco miejsca, a zapewniam cie, Uchiha, że tak łatwo się nie dam.
-Zobaczymy.
Czarnooki też wstał z łóżka i zaczęli gonitwę. Naruto skakał z łóżka, na fotele. Biegali tak i biegali. Sasuke przy okazji dostał ze dwa razy poduszką, ale to mu nie przeszkodziło. Dopadł blondyna. Popchnął go na ścianę, jego ręce wziął do góry, złapał za nadgarstki i pochylił się tak, że jego usta znajdowały się obok ucha Uzumakiego.
-No i co teraz mam z tobą zrobić, co?
-Może... puścić?
-Chyba nie myślisz, ze ganiałem cie tyle po pokoju, oberwałem dwa razy poduszką by cie w końcu złapać, po czym zaraz wypuścić?
-Nie. Rób więc, co chcesz.
-Sam chciałeś.
Podciągnął jego bluzkę i pocałował brzuch. Jego język zostawiał mokre ślady na ciele niebieskookiego, aż w końcu dotarł do sutków. Delikatnie przejechał po jednym językiem, po czym leciutko przygryzł i przeniósł się na drugie, z którym zrobił to samo. Naruto miał zamknięte oczy, a na jego twarzy można było zobaczyć zadowolenie. Sasuke puścił nadgarstki kochanka. Ściągnął mu spodnie do kolon, wraz z bokserkami. Uzumaki nie był jeszcze bardzo podniecony, więc i jego penis był tylko lekko uniesiony ku górze. Sasuke przejechał językiem po całej jego długości, po czym ujął go w dłoń. Poruszał od góry do dołu i z zadowoleniem patrzył, jak członek blondyna robi się większy i staje się bardziej twardy. Gdy już udało mu się doprowadzić niebieskookiego do takiego stanu, przestał. Usłyszał jęk niezadowolenia, który szybko zmienił się w jęk rozkoszy. Właśnie penis Naruto znajdował się ustach Uchihy. Rytmicznie poruszał głową w jednym tępie, który sam sobie wyznaczył. Nie miał teraz ochoty na zabawy i przedłużanie tej chwili. Przerwał gdy słyszał odgłosy blondyna, zapowiadające, iż chłopak niedługo osiągnie szczyt tej całej ekstazy. Czarnowłosy podniósł się i spojrzał na chłopaka. Wciąż miał zamknięte oczy, rozchylone usta i nierówny oddech. Wsadził mu dwa palce do ust, które niebieskooki polizał. W tym momencie Sasuke szybko odwrócił go plecami do siebie.
-Radze ci, trzymaj te ręce na ścianie.
Jak tez powiedział, tak Naruto postanowił uczynić. Położył dłonie na ścianie, powyżej głowy, jakby przytrzymując się. Czarnooki przysunął biodra blondyna do swoich i wsadził w niego dwa palce. Cichy jęk Uzumakiego rozniósł się po pokoju. Czarnooki poruszał palcami, wyjmując je i wkładając znów w blondyna. Po chwili dołożył jeszcze trzeci palec, który wywołał mały grymas na twarzy Naruto, który zmarszczył brwi. Jednak nie protestował. Czekał na najlepsze. Sasuke będąc pewnym, że przygotował go, opuścił swoje spodnie wraz z bielizną do kostek. Złapał mocniej biodra blondyna i powoli wszedł w niego. Naruto zagryzł wargę, z której spadły dwie krople krwi. Czarnowłosy zaczął już poruszać się w nim, powoli, by dać mu czas. Nie chciał zbytnio czekać, więc jak tylko usłyszał, że niebieskooki pojękuje z przyjemności zaczął przyspieszać swoje ruchy. Palce blondyna jeździły po ścianie, jakby szukając w nich czegoś. Miał przylepione włosy przez pot do twarzy. A na brodzie widoczny był jeszcze ślad wędrówki dwóch kropel krwi. Palce kurczowo zaciskały się i rozluźniały pod wpływem pchnięć Uchihy. Naruto w przypływie nagłej przyjemności, osiągając już szczyt wydaje z siebie ostatni, przedłużony jęk i dochodzi. Kilka pchnięć i Uchiha poszedł w jego ślady, lekko odchylając głowę do tyłu. Przyśpieszone oddechy, bicie serca. Chwila spokoju. Czarnowłosy przytulił się do pleców blondyna.
-Wiesz co.. chodźmy pod prysznic.
-Yhy.
Tyle tylko zdołał wypowiedzieć Uzumaki w tym momencie.
komentarze [7]

nie potrzeba nic >> sobota, 3 maja 2008 17:25:48
Jednak nie miał czasu się nad tym zastanawiać, bo poczuł dłonie Uchihy na swoim brzuchu. Czarnowłosy zdjął bluzkę z przyjaciela, a raczej kochanka. Tym razem to szyja Uzumakiego była obdarowywana pocałunkami. Sasuke szybko oderwał się od blondyna i pchnął go na łóżko. Zdjął swoją koszulkę i siadł okrakiem na biodrach chłopaka. Językiem zaznaczał mokre ślady na jego torsie jednocześnie naciskając na krocze kochanka, który pod wpływem przyjemności wydaje z siebie ciche jęki i wypina biodra do góry. Sasuke uznał to jako znak, iż domaga się czegoś więcej. Przerwał dotychczasowe czynności i szybko pozbył się spodni wraz z bokserkami niebieskookiego. Spojrzał na jego męskość i uśmiechnął się.
-To ja tak na ciebie działam czy tak łatwo cie podniecić?
Blondyn zarumienił się i po chwili wahania odpowiedział.
-T-Ty.
-To dobrze.
Postanowił podroczyć się z Uzumakim. Polizał główkę jego penisa, potem z boku, a następnie z każdej strony. Widział jak ten zaciska dłonie na pościeli i wydaje z siebie jęki rozkoszy. Miał zamknięte powieki, uchylone usta i wciąż wypychał biodra do góry. Uchiha tym razem wziął cała męskość Naruto do ust. Jednakże nie chciał by blondyn doszedł, więc co jakiś czas zmieniał tempo, albo po prostu przestawał, przez co słyszał jęki niezadowolenia. Satysfakcjonował go nierówny oddech niebieskookiego, jego raz szybko, raz wolno unosząca się klatka piersiowa, dłonie, które desperacko próbowały łapać się wszystkiego, usta, z których wypłynęła strużka śliny. Sasuke uniósł głowę do góry przybliżył się do kochanka. Językiem wodził po jego szyi, brodzie, aż dotarł do ust. Oblizał jego wargi, poczym wsadził język głębiej, dotykając drugiego i zapraszając do wspólnej zabawy. Pocałunek nie trwał długo, gdyż Naruto zaczął ściągać pozostałe ubrania Uchihy. Ten zadowolony z tej czynności pozwolił działać blondynowi, który kilka sekund później rzucił jego ubrania wraz z bielizną na podłogę. Czarnowłosy spodziewając się tego co teraz nastąpi czekał cierpliwie. Jakże było jego zdziwienie kiedy zobaczył jak jego kochanek zamiast wziąć do ust jego penisa, nabił się na niego. Syknął lekko z bólu, ale nadział się do końca. Nie zrezygnowałam, nie zraził się… wiedział, że zaraz będzie o wiele lepiej i niebo będzie w zasięgu jego rak, ba! On w nim będzie! Odczekał kilka sekund i zaczął poruszać się w górę i w dół, z początku niezbyt szybko, z czasem przyspieszając, w końcu to był jego pierwszy raz i nie za bardzo wiedział jak powinien to robić. Sasuke widząc nieporadność blondyna złapał go za biodra i nadawał właściwy rytm, raz przyśpieszając, a raz zwalniając. Nie chciał by ten seks trwał kilka minut, chciał ta chwile jak najbardziej wydłużyć, by oboje pamiętali to do końca życia. Jęki Uzumakiego, mimo, iż nie był takie głośne, bo w końcu obok były inne pokoje, bardzo go podniecały. Widział rozkosz, która malowała się na twarzy kochanka i kropelki potu, które spływały po czole, nosie, policzkach i brodzie, poczym skapywały na tors czarnookiego. Uchiha widząc, że ta poza już trochę zmęczyła jego partnera, przysunął go do siebie i przeturlał się razem z nim tak, że teraz to on był na górze, a niebieskooki pod nim. Zarzucił nogi kochanka na swoje barki i szybkim ruchem wszedł w niego. Jego ruchy były dynamiczne, tym razem nie zwalniał. Po chwili poczuł maź na swoim brzuch, a sam dysząc ciężko doszedł w Uzumakim. Ten zdjął nogi z niego, a Sasuke położył się na nim. Ich nierówne oddechy z czasem ustabilizowały się. Kiedy to już się stało, Uchiha wyszedł z blondyna i położył się obok. Spojrzał jeszcze raz na swojego kochanka, który już praktycznie usypiał.
-Nie, tylko nie to. Chyba nie masz zamiaru iść tak spać?!
-Ale nie musisz tak krzyczeć.. naprawdę jestem zmęczony.
-Słaby jak zwykle.
-Coś ty powiedział?
-No już, chodź pójdziemy się wykapać, a potem pójdziemy spać, ok.?
-No dobraaaaa. To idź napuścić wody, a ja tutaj jeszcze poleżę.
-W żadnym wypadku! Idziesz ze mną, jak cie tu zostawię to mi zaśniesz, a ja nie mam zamiaru ściągać cie z lóżka siła.
-Od razu siła.. wystarczyło by powiedzieć
-Pfi, myślisz, ze cie nie znam?
Czarnooki pociągnął blondyna za ramię i zaciągnął w stronę łazienki. Zapalił światło i weszli do środka. Odkręcił wódę, spojrzał się na Uzumakiego i zaśmiał się.
-Z czego się śmiejesz?
-Z ciebie.
-O co ci znowu chodzi? I nie patrz się na mnie! Jestem nagi!
-No i?
-No i właśnie to! Już.. odwracajcie zboczeńcu jeden!
-I kto to mówi. Widziałem cie już nago, przed chwilą. Robiliśmy takie rzeczy, a ty mnie nazywasz zboczeńcem.. sam nie lepszy.
-Pomińmy ten temat, dobra?
-Wstydzisz się? Wyglądasz naprawdę… uroczo z ręką zasłaniającą twojego penisa.
-A ty teraz o penisach, zupełnie jak Sai.
-Oj nie, nie porównuj mnie do niego.
-Nie gadaj tyle, bo ci się zaraz woda z wanny wyleje.
-No widzisz, chociaż Raz się musze z tobą zgodzić.
Zakręcił wodę i wszedł do wanny. Naruto niepewnym krokiem poszedł w jego stronę i szybko wparował do wanny ochlapując Sasuke.
-Rozumiem, ze to może być dla ciebie frajda kapać się ze mną, ale nie musisz ze szczęścia ochlapywać mnie woda. Wystarczy buziak.
-Chciałbyś.
-No pewnie. A co nie dasz mi?
-Nie.
-Oj, ależ ty uparty, jak zwykle. Chodź bliżej, umyje cie.
-Nie jestem dzieckiem! Umiem się sam myć.
-No chodź, już chodź i nie marudź.
Zrezygnowany Naruto przysunął się bliżej przyjaciela, która zaczął myć my plecy. Złapał go w pasie i przysunął jeszcze bliżej siebie, co spowodowało rumieńce na policzkach blondyna. Delikatnie mył mu brzuch, szyje, całując kark i szybko zjechał na krocze. Złapał jego penisa i zaczął ruszać dłonią w górę i w dół
-Je-jeszcze-e ci ma..ło?
-Mając ciebie obok-tak.
-Prze-estań. Jutro-o musze wcze…śnie wstać.. aaa
-Oj podoba ci się.
-A-ale nie dzi-isiaj.
-No dobra, odpuszczę ci, ale następnym razem nie będę zważał na żadne protesty.
Naruto uśmiechnął się i zaczął myć czarnowłosego. Po chwili wyszedł z wanny i wycierał się ręcznikiem, za nim Uchiha. Wyszli z łazienki, a niebieskooki musnął usta Sasuke.
-A to za co?
-Na pożegnanie.
-Jak to na pożegnanie?
-No ja teraz idę spać, a ty do siebie.
-Nie żartuj sobie.
-Nie żartuje.
-Śpimy razem.
-Wykluczone.
-A to niby czemu?
-Jesteś napalonym zboczeńcem, nie mówię, że mi to jakoś przeszkadza, ale musze wstać rano, o 9 mam być w recepcji, a ja nie chce zaspać, z powodu nieprzespanej nocy.
-Od razy nie przespanej. Mogę ci dzisiaj dać spokój. Przecież chyba nikt ci nie wejdzie do pokoju?
-No raczej nie.
-No to już kładź się.
Pchnął Uzumakiego na lóżko, podniósł kołder z podłogi i położył się obok niego, nakrywając siebie i kochanka kołdrą. Odwrócony tyłem do niebieskookiego poczuł jak ten przytula się do jego pleców obejmują go ramieniem. Znów uśmiech zagościł na jego twarzy. Sen przyszedł szybciej niż się spodziewał.

Spało się przyjemnie, nawet bardzo. Czuć obok siebie ciepło drugiej osoby to cos niesamowitego i zapewne blondyn wylegiwałby się jeszcze długo, gdyby nie coś, co zakłóciło ten spokojny sen. Ten dźwięk strasznie go drażnił, odwrócił głowę w jego kierunki i powoli otworzył ozy. Spojrzał na źródło dźwięku i znów zamknął oczy. Nie minęły 3 sekundy kiedy jego powieki znów się uniosły w geście niedowierzania. Oto przed nim stała Mida. Naruto całkiem zapomniał o tym, że obok niego śpi Sasuke i to nagi Sasuke.
-Co ty tu robisz tak wcześnie?
-Jak to co, przyszłam cie obudzić, ale na nic nie reagowałeś. Wołałam, nic, krzyczałam, nic, dopiero gdy zaczęłam piszczeć, obudziłeś się. A ten pan to kto? Przygarnąłeś biednego sensei?
-Jaki pan? Aaaa!
Niebieskooki wyskoczył z lóżka jak oparzony. Nie przeszkadzało mu to, że Sasuke spał obok niego, ale to, że widział to jeden z jego podopiecznych.
-Naruto-sensei, mogę o coś zapytać?
-No jasne.
-Mógłbyś się ubrać? My czekamy na dole.
Wyszła.
-Ale jak to ubrać? Przecież ja.. nieee!
-Skoro już wstałeś, to mógłbyś przynajmniej być trochę ciszej. Nie da się z tobą mieszkać.
-Jakoś w nocy nie narzekałeś. Tylko nie odwracaj się zboczeńcu!
Oczywiście Sasuke miał za nic ostrzeżenie blondyna i odwrócił się w jego stronę. Kąciki jego ust delikatnie się uniosły.
-Mówiłem, żebyś się nie obracał. Czy to takie trudne?
-Oj, od razu trudne. Zaraz wychodzisz, chciałem popatrzeć.
-Idiota. Idę się ubrać, a ty tu zostań! I tak jestem już spóźniony.
-Dobrze, dobrze. Tylko nie utop się w zlewie!
-Aż takim debilem nie jestem.
-Podyskutowałabym na ten temat.
-Sasuke!
-Tak, to moje imię, o co chodzi?
-Już nic.
Wszedł do łazienki, przemył twarz wodą i wykonał inne poranne czynności. Założył swoje ubranie i wychodząc powiedział ‘pa’ do czarnowłosego, który czekał, aż zwolni się łazienka. Po chwili wyszedł z pokoju i udał się do swojego.

-Dobra drużyno! To idziemy. Nie zadawać pytań, co do mojego spóźnienia. Miałem sprawę do załatwienia.
Wyszli z hotelu i powędrowali w wyznaczone miejsce. W międzyczasie Naruto zawołał Mide, by do niego podeszła.
-Więc może.. mówiłaś komuś.. oo.. no wiesz..
-Nie sensei.
-A mogłabyś tak.. zachować to dla siebie?
-Pewnie.
-Dzięki.
Dotarli na miejsce. Była mała scenka, a oni mieli po prostu pokazać kilka sztuczek. Uzumaki nie musiał brać w tym udziału, jednak pokusił się na kilka rzeczy. Gdy dzieciaki tłumaczyły tutejszym dzieciom co robi ninja itd., Naruto pomagał starszej pani poprzenosić rzeczy do straganu. Co prawda nie było to jego zadaniem, ale lubił pomagać. Było już kilka minut po 11, nie było sensu dłużej tu siedzieć i nic nie robić. Powiedział swojej drużynie o czasie wolnym. O 14 wszyscy mieli zjawić się w recepcji. Niebieskooki jednak nie chciał łazić po tych wszystkich straganach, wiec zawrócił do hotelu. W recepcji przystanął na chwile i podszedł do recepcjonistki. Zapytał się o numer pokoju Uchihy. Skoro już tu wrócił, to zamiast siedzieć u siebie może zajrzeć do czarnookiego. Na szczęście pokój Sasuke był zaledwie kilka kroków dalej od pokoju blondyna. Doszedł do drzwi i delikatnie zapukał. Nie usłyszał nic, więc zapukał mocniej, tym razem usłyszał krótkie „Wejść”. Wszedł więc, pokój niewiele różnił się od jego. Tylko meble były w innych miejscach. Wzrokiem szukał Uchihy i znalazł. Siedział na łóżku i czytał jakąś książkę. Przysiadł się obok niego. Chłopak odwrócił się w jego stronę.
-O Naruto. Myślałem, że to ktoś z mojej drużyny.
-Chyba nie masz na myśli tego zboczonego kolesia..
-Hee.. widocznie mu się podobasz.
-Ale on mi nie.
-I dobrze, jesteś tylko mój.
-No tak, ale.. co będzie jak ja wyruszę z powrotem do wioski?
-Nie wiem.
-A co ty wiesz..
-Wiem, że.. jesteś obok.
-Co za spostrzeżenie. W życiu bym się nie domyślił. Sasuke, pytam na poważnie. Odłóż tą książkę.
-Eh, dobra. Więc co chcesz wiedzieć?
-Za kilka dni nasze drogi się rozejdą, prawda?
-Możliwe.
-Nie wrócisz?
-Po co?
-Jak to po co.. dla mnie!
-Naruto, to nie jest takie proste. Mam drużynę, nie mogę ich zostawić, mimo wszystko.
-Przecież możesz wrócić z nimi! Sasuke..
-Ciii..
Czarnooki przybliżył swoja twarz do blondyna i pocałował go. Dłonią gładził jego policzek. Oderwał się od niego i położył na łóżku. Naruto obok niego, wtulając się w jego tors.
-Chcesz mi przez to powiedzieć, że mam zapomnieć?
-No co ty, młotku.
-To co mam potem zrobić?
-Nic, żyj dalej.
-Ale tak.. bez ciebie?
-Ty naprawdę jesteś głupi, nie powiedziałem, że na pewno nie wrócę. Na pewno się jeszcze spotkamy, kiedyś. Z resztą mówisz tak, jakbyś był zakochany.
-Może jestem. A co? Ty tak tylko z.. czystego pożądania?
-Nie, ale nie będę rozmawiać na ten temat, wiesz, że to nie dla mnie.
-Tyle wystarczy. Chociaż i tak wszystko po tobie widać.
-Niby co?
-Wiem, że chciałbyś zatrzymać mnie tu na dłużej. A ta sytuacja z tym zboczeńcem, jak mnie objął. Widać było, że jesteś zazdrosny, no przyznaj się, Sasuuuuuke.
-Może trochę.. no dobra, może trochę więcej niż trochę.. może bardzo, ale sam mówiłeś, ze ci się nie podoba.
-Uważasz więc, ze ty mi się podobasz?
-No pewnie.
-Ależ ty pewny siebie.
Naruto wtulił się mocniej w ukochanego, było mu tak dobrze, że zasnął. Uchiha postanowił dać mu godzinę snu, ale nie więcej, bo nie wie jakie ma plany na resztę dnia. Nie chce, żeby te dzieciaki znów przyłapały ich w takiej sytuacji.
komentarze [4]

przypadek czy przeznaczenie? >> środa, 30 kwietnia 2008 16:13:11
Uzumaki patrzył cały czas na czarnowłosego. W jego oczach można było dostrzec zaskoczenie, ale też chęć ponownego spotkania z ustami Uchihy. Nie mógł nic powiedzieć, nie chciał nawet. Bo niby co?
-Tak nagle zamilkłeś? Zawsze masz tak dużo do powiedzenia.
-To przez ciebie.
-A co ja niby takiego ci zrobiłem, he?
-Bo.. bo ty..
-Co ja?
-Pocałowałeś mnie idioto!
-No i? Stało ci się coś? Nie licząc tego, że wyglądasz słodko gdy się rumienisz.
-Ja wcale się nie rumienie! I nie mów tak do mnie! Nie możesz więcej robić takich rzeczy! Rozumiesz?!
-Zabronisz mi? Z resztą nie broń się tak już, nie byłeś obojętny, oddałeś pocałunek,
Naruto spuścił głowę. Przed samym sobą nie chciał się przyznać, że podobał mu się ten pocałunek, a co dopiero przed Uchihą! Tak więc milczał, nie miał nic do powiedzenia.
-Wiedziałem. Nie burzysz się o to, że pocałowałem cię, mimo, iż jestem facetem tak jak ty, ale o to, że ty jeszcze nigdy się na całowałeś. Mam racje, młotku?
-Czy ja mam ci co chwile przypominać, żebyś tak na mnie nie mówił?! To aż takie trudne do zrozumienia?
-Czyli mam racje.
-I co z tego. To nie twoja sprawa. Moje życie-moja sprawa, ty masz swoje.
-Spierałbym się.
-Co ci znów nie odpowiada?
-Nieważne. Idziemy?
-Jak to idziemy? Ja idę.
-Nie zapominaj, że mieszkamy w tym samym hotelu.
-Dobra, dobra.
Blondyn wstał i spojrzał szybko za siebie.
-Nie patrz na mnie tak zboczeńcu.
-Obyłoby się bez tego ‘zboczeńca’.
-Nie byłbym tego taki pewien.
Sasuke wstał i podążył za Uzumakim. Ubrani wyszli z gorących źródeł i poszli w stronę hotelu. Nie odzywali się ani słowem. Weszli do budynku i kiedy Naruto miał już iść w stronę swojego pokoju Uchiha złapał go za ramię.
-Co tym razem?
-Nawet nie pogadaliśmy.
-Mówiłem, że nie mamy o czym.
Sasuke spojrzał na niebieskookiego gniewnie. Naruto zdając sobie sprawę, że tak szybko nie odpuści postanawia poświęcić mu chwile. Otwiera drzwi od swojego pokoju i gestem ręki zaprasza do środka. Czarnowłosy powolnym krokiem wszedł do środka, za nim wszedł blondyn i zamknął drzwi.
-Czemu nie do mnie?
-Tutaj czuje się bezpieczniejszy.
-A co u mnie straszy?
-Nie wiem, ale boje się pomyśleć co możesz tam mieć.
-Przesadzasz.
-Ostrożności nigdy za wiele. Napijesz się czegoś?
-Sake proszę.
-Co?
-Czyżbyś ogłuchł przez te kilka lat?
-Słyszałem dobrze, ale nie mam żadnego alkoholu.
-Dobra, poczekaj. Zaraz wracam.
Czarnooki znikł za drzwiami pokoju. Naruto usiadł na fotelu przy małym stoliku i czekał na dawnego przyjaciela. Nie minęła minuta a on już się pojawił.
-Wiesz, myślałem, że będzie raczej kameralnie, a ty wyskakujesz mi tu z trzema butelkami sake.
-Tylko mi nie mów, że to dla ciebie za dużo.
-No co ty! Mi nic po tym nie będzie!
-Taa.. zobaczymy.
Uchiha usiadł przy stoliku, a blondyn poszedł po dwa kieliszki. Położył je na stole, a Sauske nalał do nich sake. Pierwsza kolejka poszła im dość szybko. Opróżnienie pierwszej butelki nie trwało dłużej niż 5 minut. Kolejna tez nie zajęła im dużo czasu, a język Uzumakiego coraz bardziej się rozluźniał i zaczynał mówić rzeczy, których normalnie nigdy by nie powiedział.
-Czemu musiałeś się akurat tutaj zjawić. Cholerna Babci Tsunade, po co dała mi ta misje. Teraz nie wiem co robić, spotkałem ciebie i wszystko wywróciło się do góry nogami. Nie wiem co czuje, co powinienem ci powiedzieć. Tak mi zależało na tobie.. a ty sobie po prostu odszedłeś. Jak mogłeś draniu? Pokonałeś brata i co masz teraz z tego? Błąkasz się z wioski do wioski. O to ci chodziło? Nie myślałeś, żeby wrócić do wioski… do mnie?
-To, że tutaj jestem i ty też-przypadek albo przeznaczenie. Myślałem o powrocie do wioski, ale po co? By nazywano mnie zdrajcą? Nie potrzebne mi to. Zależało ci? Czy teraz już ci nie zależy?
-Nic nie rozumiesz. Ja naprawdę traktowałem cie jak brata, a ty mnie zostawiłeś, jakby to było coś normalnego.. nawet chciałeś mnie zabić.
-Nie chciałem, ale to był jedyny sposób, by wbić ci do tego pustego łba, żebyś nie ganiał za mną i pozwolił mi w spokoju wykonać moja zemstę. Nie chciałem was narażać na nic.. szczególnie ciebie.
-Przecież bym ci pomógł, nie jestem taki słaby.
-Zrozum, że nigdy nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś ci się stało z mojej winy.
-Od kiedy ty taki uczuciowy..
-Od zawsze jakbyś chciał wiedzieć.
-Znalazł się pan dobrego serca.
-Naruto, przestań. Ja chciałbym ci tyle powiedzieć.
-Wcześnie zebrało ci się na zwierzenia.
-Mógłbyś się na chwile zamknąć, idioto?
-Tylko nie idioto!
-Dobrze młotku.
-Ty naprawdę nigdy się nie zmienisz.
-A chciałbyś innego mnie? Zależało ci przecież na mnie, zimnym draniu, prawda?
Sasuke wstał i podszedł do Uzumakiego, który siedział już na łóżku. Dłonią dotknął jego opalonego policzka, a kciukiem kącika ust. Ten uśmiechnął się i spojrzał ciepło na czarnowłosego. Nie liczyło się dla niego już nic. Wplątał dłoń we włosy Uchihy i szybko przysunął jego głowę do swojej, po czym desperacko wbił się w usta przyjaciela. Jakby szukając w nich odpowiedzi na tysiące pytań. Nie myślał nad tym, czy powinien to robić. Chciał to zrobić. Czy to miłość, czy zwykłe pożądanie?

komentarze [6]



Forum



Uprzejmie informuje, że jest forum o temtatyce manga&anime oraz innych tematów. Zachęcam do logowania się i udzielania :) KLIK. Niech moc będzie z wami:P

Księga gości


Zostaw po sobie ślad lub Przyjżyj się. Dziękuję.

Samotne chwile


Jesteś osobą, która próbuje mnie pocieszyć.

Linki


~Ukochane SasuNaru <3~
Marronek
Eniteru
Yaoi Sasuke
Siruwia
Pauli-chan (2)
Zgred-chan
Agata
Oczami Sasuke-Sasuke18
Świat Yaoi
Carole
Mirume
Pauli-chan
Mizumi-chan i Honou
Yaoicowo
Lista yaoi Z SasuNaru Sasuke18
Hijamate
pala_19
Siedemnastka
Lampira
Ayano_93
Pufek
Sasuke18 i Lisek
Hiraku Ozaki
Kazumi-chan
Damage
Cytryna

~Moje~
O każdym z Każdym

.

Więc bądź


1.One Part

Ai


1.Part I
2.Part II
3.Part III
4. Part IV
5. Part V
6. Part VI
7. Part VII
8. Part VIII
9. Part IX
10. Part X

Rozpacz samotności


1. One Part

Niebo


1.One Part

Happy end


1.One Part

The sound


1.Part I
2.Part II
3.Part III
4.Part IV

O szablonie


Autorstwa Misuzu.
Więcej tutaj.